wtorek, 29 stycznia 2013

Orange - Masowa Awaria

W zadzie nie wiem co mnie jeszcze trzyma przy tej marce. Firma, a właściwie firmy występujące pod tą marką starają się bardzo żebym się do niej zniechęcił. Szczególnie jedna z tych firm będąca dostawcą Internetu. Człowiek powinien zajmować się w ciągu dnia pracą, a nie walką o przywrócenie dostępu do Internetu. Produkty dostarczane przez Telekomunikację Polską przyjęły markę Orange. Ale niestety skojarzenia, przynajmniej moje skojarzenia, z poprzednią nazwą reprezentującą firmę niesolidną, zatrudniającą niekompetentnych ludzi, którym na dodatek odmawia się szkoleń i godziwej płacy, oraz z monopolistą który nadużywającym swoją uprzywilejowaną pozycję, pozostają w mocy. Każde zgłaszanie awarii internetu kończy się tłumaczeniem dt. masowej awarii. Do tego nieustannie spotykam się z wymigiwaniem się od przyjęcia oficjalnego zgłoszenia (gra na czas, Orange ma teoretycznie 48h na naprawę). W dodatku jak już panowie podłączą internet, to od razu stemplują że zadanie zostało wykonane. A jak się zgłasza skargę na fakt że transfer spada o połowie to znowu trafia się znowu na ścianę. Że nioby technicznie jest to niemożliwe. To jak to było możliwe i nagle nie jest. Przepraszam bardzo, ... ale umowa podpisana została podpisana na taką i taką usługę, w momencie gdy firma przysięgała że jest w stanie ją zrealizować. I przez bardzo długi czas była wstanie realizować swoje postanowienie. A tu nagle żąda się od klienta tego, by się pogodził z tym że nie otrzyma tego za co zapłacił. Jak idę do sklepu i kupuję chleb, to płacąc za niego otrzymuję cały chleb a nie jego połówkę. Kiedyś usłyszałem wypowiedź pewnego specjalisty od telefonii komórkowej, stacjonarnej i także do wszelakich usług w stylu internet mobilny. Podobno starania o utrzymanie klientów, są tańsze i po stu kroć skuteczniejsze od polowania na nowych. W tym cały problem, że w Polsce ma się gdzieś stałych klientów. Przez to polscy operatorzy przypominają marynarz którzy zamiast załatać dziurę w łodzi wolą malutkim kubeczkiem wylewać wodę z potężnego przecieku w łajbie.

piątek, 18 stycznia 2013

Czy potrafisz żyć bez blogowania?

Takie właśnie sobie zadałem pytanie po przeczytaniu fragmentu książki Tomka Tomczyka (Kominka) pt. "Bloger". No tak ... doszedłem ... ba w zasadzie do Kominek do tego doszedł ... że jeśli jestem blogerem, to blogerem bez przyszłości. Ani popularności, ani kariery nie zrobię. Na korzyść kominka. Ale wracając do pytania, które sobie zadałem. Czy potrafię ... potrafisz żyć bez blogowania? Czy się da? Da się! Ale po co. Przez te lata byłem na tyle mało aktywny i skuteczny blogersko, by nie zyskać sławy kominka, ale na tyle blogowania starczyło bym się przyzwyczaiłem, że nie mam zamiaru zrywać. Chyba po prostu to lubię. 

sobota, 12 stycznia 2013

Trzynastka w końcówce

Tak tak ... już spory czas temu zaczął się rok z 13 w końcówce. Na razie skutkowało to tym, że byłem urobiony po łokcie. Ale jak widać ... daję radę. Jakoś oddycham jeszcze. Oczywistością jest to że brakło czasu na to by cokolwiek napisać na blogu. Myśli moje były naprawdę w zupełnie innym świecie. I fakt który sprawia że znowu jestem poza światem pracy, sprawia mi przyjemność. Co prawda są to tylko dwa dni weekendu. Ale zawsze.