piątek, 6 lipca 2012

Euro 2012

I tak się właśnie skończyła cała medialna nawijka związana z Euro. Przez cały czerwiec jak tylko się włączyło którykolwiek kanał telewizyjny, z tymi informacyjnymi na czele mowa była tylko o Euro. Chwila w której podłączałem się do sieci równa była z tym że zalany zostanę informacjami o Euro. Oczywiście po odpadnięciu reprezentacji Polski i Ukrainy z turnieju, nie spodziewałem się obniżenia natłoku monotematycznych informacji. W pewnym momencie po prostu wyniosłem się z miasta, by tego wszystkiego nie słyszeć. Wróciłem na półfinały. Zrobiłem to mimo zmęczenia tematyką Euro, ze szczerą chęcią odetchnięcia ostatkami imprezy sportowej która zapisze się na stałe w historii naszego kraju. W czasie Euro skorzystać zdążyłem zarówno z gościny znajomych, jak barów w których była możliwość obejrzenia turniejowych meczów. Oczywiście zostawiłem na koniec stołeczną strefę kibica. Finał obejrzałem w deszczu, ale już bez uczucia politycznej nagonki, wmawiającym mi że albo jakiś rusek napadnie mnie, albo ja jakiegoś ruska. Pewnie dlatego że odciąłem się kompletnie od tego typu informacji. 
Tak więc po paru miesiącach panowania Euro w mediach, no i miesięcznej wrzawie samego turnieju, wreszcie możemy powiedzieć że mamy to za sobą. Chociaż nie do końca. Smród przekrętów i porażek organizacyjnych, wspólnego obwiniania, wyciągania z pod dywanów korupcji, będzie się za nami toczyl przez jakiś czas. Po całym tym Euro, pozostało mi uczucie, że jako kibic za mało skorzystałem z uroków tego turnieju, a jako zwykły człowiek skuty zostałem prze przyziemność, komercyjność i medialno -polityczną nagonkę.
Tak więc mimo że milion powodów jest dla których można by już mieć dosyć Euro, w zeszło niedzielę w warszawskiej strefie kibica pożegnałem się z tym turniejem z pewną dozą żalu. Tak... chwyta mnie trochę tęsknota, przemieszana z zawodem, nie zaspokojonym głodem zwycięstwa i niesmakiem związanym także z niesportową otoczką całego Euro 2012.