środa, 21 marca 2012

Dyskusja o edukacji. Ciąg dalszy

(...)
O sprawie dowiedziałem się z wpisu na stronie Rzeczpospolitej (link na końcu artykułu). Generalnie pięciu panów ogłosiło dzisiaj, w kościele salezjanów na Dębnikach, protest ze względu na reformę edukacyjną dotyczącą szkół ponadgimnazjalnych. Całość polega na tym, że w pierwszej klasie będziemy uczyli się o II Wojnie Światowej i czasach współczesnych, a następnie albo rozszerzymy sobie historię, albo będziemy mieli "coś" o nazwie "historia i społeczeństwo". Nie brzmi to chyba zbyt przerażająco? A jednak.
(...)
Nie ogarniam również, o którą część wspomnianej reformy chodzi panom z Krakowa. Akurat to, że w pierwszej licealnej będą czasy współczesne, jest świetne, ponieważ po raz pierwszy po dziesięciu latach nauki (!) każdy gimnazjalista dowie się kto to ten generał Jaruzelski, kim był pan Gomułka i tak dalej. A to że mat-fiz'y dostaną historię w mniej wymagającej formie, czemu nie! Nie wspomnę o tym, że biednym humanistom odpuści się tą przerażającą fizykę.
(...)
Podsumowując, KOMPLETNIE nie wiem o co chodzi głodującym panom z Krakowa, ale zdecydowanie nie podoba mi się to co robią. W tych wszystkich komentarzach nie ma logiki. Że niby jaki interes ma rząd w "niszczeniu polskiej tożsamości"? Chodzi o wymienienie tożsamości polskiej na tożsamość europejską, czy co? Pomóżcie, bo nie ogarniam...
<link>

Może chodzi o to, że pewne plany programowe zmieniane są pewnym kosztem, historia współczesna, kosztem historii mniej-współczesnej; historia mniej-współczesna kosztem historii współczesnej; historia kosztem fizyki, fizyka kosztem historii etc
W ten sposób odchodzimy od idei wykształcenia średniego, wieńczonego maturą, w/g której osoby ze zdaną maturą mają wiedzę OGÓLNĄ na jako takim średnim poziomie. W ten sposób z Liceów Ogólnokształcących robi się Licea gównoksztalcące. Bo Absolwent LO nawet ze zdaną maturą ma teraz zawsze z czegoś braki, albo z matematyki, albo z historii, albo z fizyki. I nie pomoże w tym poszerzanie listy przedmiotów obowiązkowych na maturze jak próg zdawalności obniżono do 30% i nadal są ekstremiści którzy chętnie by ten prób obniżyli. Choroba ta toczy się dalej, gdyż absolwenci szkół średnich z ledwie zdaną maturą, są łowieni  przez jedną z największych grup wyższych szkół prywatnych w europie. Efekt jest taki że wiele z tych prywatnych szkół wypuszcza na rynek absolwentów: licencjatów, magistrów, z wiedzą i umiejętnościami które jeszcze paręnaście lat temu nie wystarczyły by że by zdać maturę. Przypomina to mi opowiadania starszych ludzi, sięgających pamięcią okresu dwudziestolecia międzywojennego. Był to okres gdy osoba ze zdaną matura była kilkakrotnie bardziej poważana i przydatna na rynku pracy niż dzisiaj magister. Nie tylko dla tego, że zmieniły się proporce osób "wykształconych", co sprawia że nawet inteligentna osoba z tytułem magistra i z sporym doświadczeniem traktowana jest na rynku pracy jak śmieć, ale także dlatego że rośnie odsetek wyprodukowanych magistrów o niskim poziomie inteligencji i wiedzy graniczącym z analfabetyzmem. Problem jest roztrząsany w mediach jak zwykle od końca. Zazwyczaj się zaczyna od bezrobocia. Potem rzucamy się na uczelnie, że produkują debili, promują nieprzydatne kierunki studiów, że pracę licencjacką, magisterską można kupić na bazarze, w internecie itd. dalej rzucamy się na licea, a no bo matura, bo uczniowie źle przygotowani przez nauczycieli, a no bo tyle przedmiotów na maturze itd. Potem jedziemy bo egzamin gimnazjalny, po co to komu? A bo gimnazjaliści to rozpici i naćpani hultaje, a no bo wypaleni zawodowo, niedouczeni nauczyciele dają sobie założyć kosz na głowę itd. Taka jest prawda że młodzież ponosi koszty błędy systemu edukacji już w przedszkolu, potem w szkole podstawowej. Błędy te nie są krygowane w kolejnych etapach edukacji. Są natomiast popełniane następne błędy. itd. Tworzy się nam efekt śnieżnej kuli. Przy tej ilości rzeczy do naprawienia wspomniane zmiany wydają się plastrem mającym zaleczyć połamane kości.
A co do naszej tożsamości, nie ma tożsamości bez historii... zrezygnować z historii to rezygnacja z tożsamości.Zmuszani przez decyzje polityczne jesteśmy zmuszani do wyboru między co odpuścić: historię najnowszą, historię powstań okresu zaborów czy historie zwycięstw i porażek w wojnach z Zakonem Krzyżackim, Turkami, Szwedami itd. Można powiedzieć że pamięć o historii od tak nie zniknie. Ale w tym kierunku to zmierza. Zatrzymaliśmy się w pól drogi dłoni w kierunku przycisku za sprawą którego sformatujemy głowy młodego pokolenia. Czy pamięć przeciętnego Kowalskiego za 50 lat ma kończyć się na Stanie wojennym?

poniedziałek, 19 marca 2012

Blokada, którą da się przeskoczyć

Nie wiem czemu ostatnio się tak zagubiłem w chęciach do napisania czegokolwiek na blogu. Jakbym najzwyczajniej stracił połączenie z internetem. Spodziewać się można, że przełożyło się to na efektywną pracę. Oczywiście w pewnym stopniu tak. Ale ja jak zwykle czuje niedosyt. Pewnie dlatego że zdolność do intensywnej pracy nie musi zawsze idzie z natchnieniem, czy też inaczej ujętym nastawieniem kreatywnym. Spokój i cisza jest, skupienie niby też, ale jednak gdzieś ta blokada jest. A ze względu że to co teraz robię nie pomaga, to tym razem na tych krótkich przemyśleniach zakończę.