czwartek, 9 lutego 2012

O reformach w edukacji

W komentarzu do:

Deliberowanie: Czyżby rok dłużej w gimnazjum?!: W pierwszym zdaniu wyjaśniam - jestem w trzeciej i oczywiście, że zamierzam zdać do następnej klasy, do następnej klasy... gimnazjum! Mam bo...



... co do efektów reform ... na razie mamy taki efekt że maturę (mimo większej ilości przedmiotów zdecydowanie łatwiejszą do zdania. ZDECYDOWANIE) oblało w zeszłym roku 25%. I to w przypadku gdy trzeba uzyskać zaledwie 30% poprawnych odpowiedzi.
Za dawniejszych czasów, gdy od uczniów MEN oczekiwało więcej niż umiejętność podpisania się i zapamiętania czegokolwiek z zajęć lekcyjnych, sytuacja że 1 uczeń w szkole nie zdaje matury była wydarzeniem na wielką skalę, niemal że zapisywaną w kronikach szkoły jako ujma na honorze. (i to nie w elitarnych LO. Tylko w każdym przeciętnym).
Nie wchodząc w dyskusje, czy nauczyciele są źli, dobrzy czy jeszcze gorsi. Optymistycznie zakładam że przynajmniej część tych złych, realia pracy w tym zawodzie wypluły poza swoje granice. Paru złych się wciąż znajdzie. Jak w każdym zawodzie, są czarne owce. Chociaż, jak wiadomo dla większości uczniów nauczyciele są źli z założenia. (wielu z tych uczniów żyje potem z tym przeświadczeniem przez całe życie). Ale załóżmy, że większość nauczycieli (chociaż połowa, dla tych którzy nie są przełknąć tak dużego pochlebstwa) są przynajmniej dobrzy w tym co robią. To dla tej części nauczycieli którzy dobrze wykonują swą pracę, nieustanne zabawy z śrubokrętem MEN-u naprawdę utrudniają życie. W/G opinii wielu osób (zarówno nauczycieli, uczniów, rodziców) reforma gimnazjum była nieprzemyślaną decyzją. Z jeszcze gorszą realizacją. Te błędy teraz oczywiście próbuje się załatać. Ale co zrobić jak łaty które szykuje Ministerstwo są dziurawe.

Wiele złego leży w filozofii ustawodawstwa. Wiele było przypadków w różnym okresie czasu, gdy wyznawano zasadę, że jeśli ustanawiany jest jakiś akt prawny, to debata trwa dotąd, do kiedy nie osiągnie  zadowalającego efektu. Po czym się zazwyczaj okazywało że efekt takich ustaleń był w użyciu minimum dwie dekady, zanim pojawiła się nowelizacja. (Tak słyszałem że naprawdę były takie przypadki, a przynajmniej powinny być) Bo czym jest nowelizacja? Czym powinna być? Przystosowaniem do aktu prawnego do zmieniającej się rzeczywistości. A jak się dzieje dzisiaj? Dzisiaj uchwalamy, jutro nowelizujemy. Ta zasada przetrwała już tyle koalicji, że trudno by uznać aby którykolwiek polityk, który zasiadał w ławach parlamentu ma czyste sumienie.

I tak jest także w sferze prawa określającego funkcjonowanie szkolnictwa w Polsce. Nie tylko nowelizacji od czasu tzw. Wielkiej Reformy (wprowadzającej/przywracającej gimnazja) ale i wiele innych zmian okrzyczanych przez prasę kolejną reformą (wszak można domniemywać, że reforma jest czymś stojącym ponad zwykłą nowelizacją).

Wyobrażając sobie młodego nauczyciela, bardziej z powołania angażującego się w ten zawód. Choć dla niektórych to dla: tej obrzydliwie ciężkiej kasy, z dziesiątkami premii, dodatków, trzynastek, czternatek, piętnastek i cholera wie jeszcze czego ... no i nie zapominajmy o 2 miesiącach urlopu w wakacje, feriach dłuższych świętach, i krótkim dniu pracy, .... nieroby p****e. Uwielbiam czytać jak to tym nauczycielom dobrze, szczególnie jak zapominam, że to dla wielu nauczycieli mogło by sobie pomarzyć o tych niebiańskich pensjach, wolnych popołudniach etc. Wracjąc do początku akapitu. Wyobrażając sobie tego młodego nauczyciela wziętego w ogień krzyżowy marudnych uczniów, ich rodziców oraz ministerstwa, które bardziej rzuca kłody pod nogi niż pomaga, no i oczywiście nagonkę medialno-społeczną której uczestnikami są przeważnie dorosłe dzieci z przedłużającą się fobią szkolną (... oraz adhd i jeszcze parę innych), to pop prostu szkoda mi tego nauczyciela tych uczniów i w ogóle nas wszystkich. 

sobota, 4 lutego 2012

Cenzura na Bloggerze?

Blogger też już cenzuruje Twoje wpisy. Powolny koniec wolności słowa w sieci? [AntyWeb] czytając ten tekst Wojciecha Usarzewicza poczułem jak ogarnia mnie przerażenie. Wizja takiej formy cenzury na blogerze i kwesta ACTA jest przerażająca. Już niedługo google będzie mogło sprawnie blokować blogi (bądź pojedyncze posty) w poszczególnych krajach ... jeśli będą łamały prawo państwowe. Wszystko to między innymi dzięki temu że w adresie blogów będzie odpowiednia końcówka w zależności skąd łączy się z internetem czytelni (a więc .... blogspot.com.pl - Polska; blogspot.com.au - Australia; etc.) Ma być co prawda furtka w postaci zamiany końcówki na .blogspot.com/ncr Będzie to ukazywać oryginalną wersje strony.

Za Wojciechem Usarzewiczem: