środa, 25 stycznia 2012

ACTA

Nie ma takiej nie możliwości żebym się na ten temat nie wypowiedział.  ACTA jest to próba ograniczenie wolności internautów. W imię walki w ochronie praw autorskich depcze się wolność słowa. Buduje się oręż pozwalający na inwigilację i zamykanie ust dosłownie każdemu. Jeśli zapisy nie zostaną doprecyzowane to internet może nie być już taki sam.
Chycuś Blog: ACTA: Po weekendowych przejściach Ministra Cyfryzacji (kradzieży jego danych z komputera) w temacie ACTA znowu zawrzało. Temat nośny bo dotyczy na...
Jako lektura:
Film i powyższy link dzięki uprzejmości autora bloga: Chycuś Blog

piątek, 20 stycznia 2012

Bycie dziwakiem jako sposób na życie

Tak. Zdecydowanie uważam, bycie dziwakiem jako sposób na życie. Jest to swojego rodzaju próba ucieczki od przemielenia przez tryby tego świata. Spoglądam czasami na co nie które przed laty wydawały się nie tyle co dziwacznie, co oryginalnie. Często widzę osoby przemielone, wyprasowane i dostosowane do bycia nijakim. Jest to trochę smutne. Zastanawiam się nad tym jak bardzo ja zostałem wyprasowany przez rzeczywistość. Tak naprawdę to wielu z nas broni się przed sprzeciętnieniem. Zdając sobie sprawę z tego że jesteśmy przeciętni, czujemy się przegrani, nieważni i nie istotni. Lepiej więc być dziwakiem. Daje to poczucie wyjątkowości. Ale nie zawsze akceptacji. W swoim dziwactwie wciąż potrzebujemy podziału na my i oni. My jesteśmy dziwni, przez co wyjątkowi, lepsi; oni są przeciętni, nijacy, bez charakteru.
Biały kołnierzyk, krawacik, tandetne koszule w paseczki, marynarka. Sztywne biura, przez które przechodzimy zastanawiając się nad tym czy zostały stworzone dla ludzi, czy dla maszyn. Wyobrażenie korporacji która zrzesza ludzi kompetentnych, realizujących ambitne arcyciekawe projekty, miesza się z wizją fabryki, skupiska ludzi którzy odwalają odtwórczą pracę. To jest obraz nijakości, przed którą chcemy uciec. Często miłość do swojej pracy to luksus na który nie stać. Przecież za coś trzeba żyć. Jakoś trzeba zarabiać. To jest olbrzymi motor napędzający ucieczkę w inność, dziwność, przynajmniej na okres pobytu poza miejscem pracy. Wyszaleć, wydziwaczyć się. Sprawia to że nie tylko wstręt do bezosobowego, nieprzyjaznego biura, w jakimś stopniu się niweluje. Zaczynamy uważać, że przynajmniej co niektórzy współpracownicy są nawet całkiem sympatyczni. A praca, może nie pokochać, ale polubić można.
Także bądźmy dziwni, i wprawiajmy się w ten sposób inteligentny. Nie róbmy z siebie idiotów latających nocą w samej bieliźnie z butelką wódki po mieście. Idźmy pod prąd. Mamy więcej alternatyw niż wieczór przed telewizorem, czy impreza mocno zakrapiana alkoholem. Życie potrafi piękne, spróbujmy poznać to prawdziwe piękno świata, nawet jeśli lwią część naszego czasu zajmują rzeczy przyziemne.

czwartek, 5 stycznia 2012

Życie po piciu

Jak nieliczni zauważyli zgłosiłem swojego bloga do konkursu Blog Roku 2011 r. Bez jakichkolwiek szans że zajdę w nim daleko. Bo gdzie może zajść w takim konkursie człowiek, który przeważnie umieszcza generalnie pierdoły. Łudzę się że może jest parę wyjątków ale to już inna sprawa. Łudzę się że wśród tłumu ludzi piszących większe bądź mniejsze pierdoły niż ja znajdę choć paru czytelników więcej. I tak przeglądając najróżniejsze kandydatury, zobaczyło coś co wprawiło mnie w ... dezorientację ?!? zdziwienie?!? Jak zwał tak zwał. A przyczynek tej dezorientacji zwał się nie byle jak Życie po piciu. Wśród wszystkich pierdółblogów w stylu pokemony-bibery, szafeciary, skrajni polityczni fanatycy, czy też nie wiem o czym piszę (pewnie gdzieś tutaj się zaliczam) znalazłem tę o to perełkę. Miejsce w które prawdopodobnie zajrzę nie raz. Dowiedzieć się można czegoś bardziej wartościowego niż: o rany znowu nie mogę dostać mojego ukochanego błyszczyka! w stylu barbie blog.
Zapraszam do lektury:
Życie po piciu

środa, 4 stycznia 2012

Empik: Podane na tacy!

Mam swoją listę rzeczy, których nie jestem w stanie się pogodzić (a nie jest ona krótka), często poddaje ją reorganizacji, wydłużam, skracam,  zmienia formę etc. Nigdy jeszcze jej w całości nie opublikowałem. Choć w chwilach złości, smutku, coś tam na blogu napiszę. Czasami jednak przypominam sobie o jednym, w zasadzie o paru rzeczach, które można by także w listę. W tym worku znalazły by się rzeczy, dzięki którym cieszę się z tego że dane mi było żyć w takich czasach a nie innych. Pierwszym i najważniejszym miodem jest internet. Ale to już o tym też wspominałem. To widać że jestem uzależniony od sieci. Dzisiaj myśli kręcą się w oku...chwila ... krąży mi po głowie sformułowanie Era Empik'a / Era Empik'u. Pierwsza zagadka. Jaka forma gramatyczna będzie bardziej poprawna ... z końcówką 'a ... czy z końcówką 'u. Wracając do meritum, może stwierdzenie Era to za dużo powiedziane. Ale jedno trzeba przyznać, Empik gromadzi w sobie rzeczy które mogły by wypełnić całe moje życie, gdyby nie fakt, że kiedyś trzeba spać i za coś trzeba żyć. Książki, prasa, filmy i wciąż lecz już na ostatniej półce gry (cholerny złodziej czasu, rozrywka o znikomej wartości, choć wciąż uważam że są wyjątki). Te wszystkie rzeczy dostępne w jednym miejscu. Wspaniałe prawda. Lecz Empik jest dla mnie tutaj jedynie symbolem dostępności. Jednocześnie jestem w pewnym stopniu stać w opozycji to tej sieci sklepów. Bo przypomina troszeczkę jak ... kablówka, oferująca multum kanałów telewizyjnych, jednocześnie ograniczając decyzyjność telewidza co do tego co chce oglądać. Tak jak (widz-/-) widz, także czytelnik, a nawet gracz musi postawić sobie pytanie, parafrazując Williama Shakespeare'a Czytać, albo nie czytać?; Oglądać, albo nie oglądać?; Grać, albo nie grać?. Musimy bowiem wiedzieć czego szukamy, a nie skazywać się na to aż ktoś wybierze za nas. Otwierać się na sztukę, na prawdę. nie na kłamstwo i pseudosztukę. Nie znaczy to że empik rozpowszechnia barachło. Od razu to mowie. Bo znając życie ktoś jeszcze się obrazi. Sam jestem fanem marki Empik. Nie możemy jednak zamienić: idę kupić książkę do sklepu Emipk na idę do sklepu Empik, kupić książkę.
No cóż miałem napisać miałem radosny tekst a wyszło coś w rodzaju krytyki bezmyślnego konsumpcjonizmu. 
Muszę jednak na koniec dodać coś pozytywnego. Naprawdę warto odkleić się od telewizora, nawet od tego uwielbianego przeze mnie internetu, wziąć w garść książkę i czy chociażby jakiś tygodnik i poczytać. A wkrótce dojdziecie do podobnego wniosku co ja, że można by tak czytać całymi dniami. Potem zapiszcie sobie to na karteczce, albo na blogu ... żeby sobie móc sobie przypomnieć, w razie gdyby się o tym zapomniało.