niedziela, 20 listopada 2011

Blogersi

Przyzwyczaiłem się do tego że słowa które tu piszę, czyta mniej ludzi niż wulgarny napis w toalecie publicznej. Ale czy na prawdę ilość odsłon jest aż tak bardzo istotna? Jest to prawda. Przecież każdy bloger zabierający się do pisania nie zakłada, że będzie mówił (pisał) do ściany. Ostatnio oglądając ponownie spot zapowiadający film Blogersi, zacząłem myśleć o sformułowaniu, które się pojawiło: Mam bloga i nie zawaham się użyć. Postawiłem sobie pytanie: czy czuje się potężny, w związku z tym że piszę bloga? Nie zdecydowanie nie czuje się jako osoba, która ma ogromny wpływ na otaczający mnie świat. I raczej nie dlatego, że właściwie to co tu piszę cieszą się mniejszą popularnością niż bazgroły w wyżej wymienionej publicznej toalecie. Powodom tego też nie jest fakt, że krasomówstwem wielkim pochwalić się nie mogę (choć sądzę, że odbiegającym daleko od toaletowej poezji). Po prostu sceptycznie patrzę na całą naszą blogerską kastę. Nie sądzę, że świat się kręci w oku tego co powiedzą, napiszą blogerzy. Świat, w tym też świat medialny nie trzęsie przed nami portkami. Bez wątpienia zdanie blogera, zwłaszcza popularnego blogera, jest zauważane, ma znaczenie. Korporacje medialne liczą się z głosem blogerów, nawet czasami tych praktycznie nie znanych. Ale czy jesteśmy potężni? Przypadków w których jeden czy drugi bloger nie omal zatrząsł światem pewnie się znajdzie setki. Ale przypadków, gdy i zdanie poważanego blogera okazuje się nie istotne jest więcej. Być może prawda leży po środku. Albo wręcz zupełnie gdzie indziej.