niedziela, 20 listopada 2011

Blogersi

Przyzwyczaiłem się do tego że słowa które tu piszę, czyta mniej ludzi niż wulgarny napis w toalecie publicznej. Ale czy na prawdę ilość odsłon jest aż tak bardzo istotna? Jest to prawda. Przecież każdy bloger zabierający się do pisania nie zakłada, że będzie mówił (pisał) do ściany. Ostatnio oglądając ponownie spot zapowiadający film Blogersi, zacząłem myśleć o sformułowaniu, które się pojawiło: Mam bloga i nie zawaham się użyć. Postawiłem sobie pytanie: czy czuje się potężny, w związku z tym że piszę bloga? Nie zdecydowanie nie czuje się jako osoba, która ma ogromny wpływ na otaczający mnie świat. I raczej nie dlatego, że właściwie to co tu piszę cieszą się mniejszą popularnością niż bazgroły w wyżej wymienionej publicznej toalecie. Powodom tego też nie jest fakt, że krasomówstwem wielkim pochwalić się nie mogę (choć sądzę, że odbiegającym daleko od toaletowej poezji). Po prostu sceptycznie patrzę na całą naszą blogerską kastę. Nie sądzę, że świat się kręci w oku tego co powiedzą, napiszą blogerzy. Świat, w tym też świat medialny nie trzęsie przed nami portkami. Bez wątpienia zdanie blogera, zwłaszcza popularnego blogera, jest zauważane, ma znaczenie. Korporacje medialne liczą się z głosem blogerów, nawet czasami tych praktycznie nie znanych. Ale czy jesteśmy potężni? Przypadków w których jeden czy drugi bloger nie omal zatrząsł światem pewnie się znajdzie setki. Ale przypadków, gdy i zdanie poważanego blogera okazuje się nie istotne jest więcej. Być może prawda leży po środku. Albo wręcz zupełnie gdzie indziej.



czwartek, 17 listopada 2011

Blog w Chmurze

Wiece co? Naprawdę przestałem czuć się jako bloger XXI nie jestem w chmurze! Ale patrząc za krótkim opracowaniem tematu ze strony AntyWeb. Wnioskować mogę że o być chmurze to mieć w nazwie chmurę. Popularne się stało to słowo, do tego stopnia że zaczęło tracić na znaczeniu. Jak bieganie z dziurawym wiadrem.

Polecam przeczytanie.

niedziela, 13 listopada 2011

Zacisze

Po walce o odzyskanie bloga wreszcie mam trochę spokoju z tą sprawą. Przejścia tego weekendu, znaczy się rozruchy dnia 11.11.11sprawiły że wyłączyłem telewizor już wczoraj. Dotąd trochę nie mam ochoty znów go włączać. Sprawa jest po prostu żenująca ... i smutna. Cieszę się ostatkami weekendu. W pokoju mam zapalone świeczki zapachowe. Maskują one zapach pracującej elektroniki. Pasuje mi atmosfera tego pomieszczenia. Mam wrażenie że mógłbym go nie opuszczać wcale. Nie wychodzić do ludzi, nie rozmawiać z nimi w realu. Tylko przez internet, na bezpieczną odległość. Odciąć się od wszechogarniającej agresji, od świata który wydaje się nieprzyjazny. Niestety tak się nie da. A może i na szczęście. Nie chcąc wystawiać nosa poza próg, wiem że na dobrą sprawę po paru dniach zaczął bym się tu dusić. Obraz świata zmienił by się w mgnieniu oka. Może własnie dlatego potrzebne jest właśnie odcięcie się od ludzi i otoczenia chociaż na jeden dzień.

środa, 9 listopada 2011

Odzyskanie dostępu

Odzyskałem dostęp do starego bloga. Wiadomość zwrotna dotarła. A już myślałem że zostałem totalnie zepchnięty w kont. Zapomniany przez serwis itd. Pierwszym rzutem oka. Zauważyłem także, że możliwość edycji starych postów jest niemożliwa. Teraz dopiero po latach przypomniałem sobie fakt, odpowiedniego zapisu w regulaminie. W/g powyższego autor traci możliwość edycji tekstu ... po 30 ... albo po 90 dniach od publikacji. W ten sposób dotrzeć do utraconych postów z okresu od 6 Listopada 2005 do 19 maja 2006, oraz jeden z czwartku, 15 czerwca 2006. Posty jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, przeformatowały się na szereg najróżniejszych symboli, uniemożliwiających odczytanie. Jednakże na chwilę obecną odzyskałem możliwość umieszczania nowych tekstów na starym blogu. I to już jest bardzo cenne.
>> Blox

piątek, 4 listopada 2011

Serwis gazeta.pl i blox.pl olewa klientów

Właśnie tak. To właśnie mam do powiedzenia na chwilę obecną. Serwis gazeta.pl i blox.pl olewa klientów. Od 26 października nie dostaje żadnych odpowiedzi na moje maile. Panowie i Panie mają konkretnie gdzieś każdą wiadomość którą do nich napiszę. Umyto ręce i uznano, że sprawy nie ma. Ale ja jestem cierpliwy. Nadal próbuję się porozumieć.