niedziela, 31 lipca 2011

Wspomnienia "stanu zagrożenia"

Dokładnie rok temu przydarzył mi się lekki horror blogerski. Stan Zagrożenia! soboty 31 lipca 2010 roku. Przeglądając swoje wypociny z poprzedniego roku przypomniałem sobie o tych zaskakujących dla mnie wydarzeniach. Na szczęście koniec stanu zagrożenia nadszedł następnego dnia, lecz skutki tych zdarzeń były przez pewien czas dokuczliwe. Szczerze nie życzę żadnemu blogerowi, zwłaszcza nie posiadającemu zdolności wybitnego webmastera. Na szczęście rok temu poradziłem sobie (szybciej niż tego początkowo się spodziewałem) z problemem elementów stanowiących zagrożenie dla komputera, które nadal nie wiem w jaki sposób znalazły się na moim blogu. Na pewno ja ich tam nie umieściłem. Ale z pewnością nie jeden informatyk czy tez insza osoba specjalizująca się w tego typu sprawach określiła by tą skutkiem braku elementarnych zasad bezpieczeństwa w sieci, czy też z mojej strony czy też ze strony google. Tak czy owak dla blogera nigdy nie jest za późno na doszkalanie w dziedzinie bezpieczeństwa w sieci.

Wyjść z objęć betonu

Nadal nie rozumiem co się z tym wszystkim dzieje. Naprawdę dziwne rzeczy dzisiaj się ze mną dzieją. Ja mam najzwyczajniej ochotę odejść od komputera i nie zbliżać się do niego więcej. Dusić się zaczynam w betonowych murach. I jedyne co mnie powstrzymuje że nawet po środku miasta dopadają mnie owady. Nie lubię ich bardzo. Wkurza mnie. Nie lubię chodzić calu podziabany. Ale i tak się znajdę powód żeby wyjść z objęć betonu.

piątek, 29 lipca 2011

Bałagan w szufladach

Nie wiedzieć czemu szukam różnych rzeczy po szufladach. Nic nie mogę znaleźć. Trochę mnie to denerwuje. Nie wiem co z tym zrobić. Ilość e-maili które dzisiaj już wysłałem nie chce mi się nawet liczyć. Przez ręce moje przeszły fragmenty wystąpień Krzysztofa Ibisza z czasów jego posłowania w latach 1991-93. Wywołało to oczywiście uśmiech na twarzy. Wejść do sejmu z ramienia Partii Przyjaciół Piwa jeszcze raz to już chyba mu się nie przytrafi. Uciekając od rzeczy które znowu odwracają od wyznaczonych zadań, kończę i tym razem sprawę wpisów na blogu. Mam nadzieje że będę mógł do tego wrócić w weekend, który rozpocznie się lada chwila. 

czwartek, 28 lipca 2011

Google+

Dzień dzisiejszy zaczął się ciekawie. Dostałem zaproszenie do nowego portalu społecznościowego google+. Postawiłem z tego skorzystać. Wszystko bowiem zostaje w rodzinie google. Badam więc wszelakie aspekty tego portalu. Może się on przydać.
W międzyczasie zastanawiam się poważnie nad tym by wybyć gdzieś z miasta. Przynajmniej na kila dni. Przymierzam się już któryś raz ale ciągle coś mi staje na drodze. Może w przyszłym tygodniu się uda. Co dalej będzie nie wiem.

piątek, 15 lipca 2011

Samotnia, święty spokój

Nie ma to jak kawałek świętego spokoju. Odizolowanie się od ludzi ma swoje zalety. Byle oczywiście nie trwało za długo. Od pewnego czasu miałem dosyć wchodzenia w interakcje z kimkolwiek. Nie traktuje oczywiście sprawy personalnie. Nie mam dosyć konkretnych osób. Potrzebuje jedynie trochę odpoczynku. Zastanawiam się jeszcze nad zmianą otoczenia, wyjechać na pewien czas do innego miasta. Ale po paru dniach samotni, do tego rodzaju wyprawy przydało by mi się towarzystwo kumpli.
Tymczasem zastanawiam się nad dzisiejszym wieczorem. Weekend dzisiaj się jeszcze na dobre nie zaczął, a ja jestem już za stary by traktować spędzenie piątkowego wieczoru w domu było czymś złym. Zostało więc zaplanować sobie wieczór filmowy.

sobota, 9 lipca 2011

Brak kondycji

Zwiększenie ciążenie, to właśnie uczucie towarzyszyło gdy wracałem dzisiaj z wycieczki rowerowej. Nie towarzyszyło by mi ono gdyby wycieczki rowerowe były tak regularne i tak intensywne by wypracować odpowiednia kondycję. Pokonując ogarniające zmęczenie zmyłem z siebie pot i jak zwykle nie oparłem się pokusie zanurzeniach się w objęciach sieci internetowej. Z przyzwyczajenia zajrzałem na jeden z ulubionych blogów: Lewed's Blog. Już chciałem się zabrać za lekturę kolejnych, niestety dopada mnie zmęczenie. Mam wrażenie że zaraz usnę. Więc tym razem wieczorne zajęcia przed komputerem będą musiały być skrócony. Przed brakiem kondycji nie ucieknę.

piątek, 8 lipca 2011

Lipiec

Początek lipca zaczynam dopiero zauważać. Od kilku dni przejawiam ochotę wyjścia na miasto i zniknięcia wszystkim z oczu. Pradę mówiąc zresztą nie jest to odkrywcze stwierdzenie. Jaka by nie była pogoda, czy też pora roku, ja nieustannie mam ochotę na takie wypady. Tym razem wybrałbym raczej porę wieczorną. Mniej słońce parzy, mniej oślepia.
Nowa szata graficzna tzw pulpitu nawigacyjnego spodobała mi się. Słyszałem o niej od pewnego czasu. Ale dopiero dzisiaj dostałem do niego dostęp. Do tego lokalizacja. Chyba wcześniej była już ta opcja. Prawdę mówiąc nie zwróciłem na to uwagi.