środa, 26 stycznia 2011

Poszukiwanie ciekawej lektury

Wieczór ... kolejny czynności które pozostały mi do wykonania. Na internetowej skrzynce pocztowej pojawiła się wiadomość o "wyborach" na blog roku 2010 (www.blogroku.pl) Zacząłem przeszukiwać strony kandydatów w poszukiwaniu ciekawej lektury. Poszukiwania przerwałem. W skutek braku zachwytu pierwszych przejrzanych blogów, postanowiłem wrócić do tematu nieco później.

Dzisiaj wieczór programów informacyjnych. Trochę muszę nadrobić, by pozbyć się dziwnego uczucia oderwania od rzeczywistości. Mam wrażenie że ostatnio to trochę latam w chmurach. Dziwne uczucie przelatywania z jednej tematycznej chmury do drugiej. Po tym jak angażuje się w wykonywane zadania, przy nie małym wpływie tego że ich większość wykonuje z wykorzystaniem sieci, zapominam o tym gdzie jestem i co w oku mnie się dzieje.

wtorek, 25 stycznia 2011

Typowy dzień

Każda chwila spędzona w sieci doprowadza do tego że czuje się przywiązany do jednego pomieszczenia. Wzorem Leweda zaczynam łazić z komputerem pod pachą i notorycznie zmieniać otoczenie. Niestety pogoda jaka panuje na zewnątrz blokuje możliwość wyjścia na zewnątrz. Śnieg zasypał wszystkie ulice i szczątkowe jeszcze trawniki. Temperatura która tańczy od tygodnia w okolicach zera sprawia że śniegu to przybywa to ubywa. Konsystencja tego wszystkiego zbliża się do brei z kawałkami lodu. Cale szczęście w nocy trochę przymroziło, dzięki czemu znowu to wszystko przypomina śnieg. Zabawne jak to wszystko denerwuję, nawet gdy poza 4 ścianami przebywa się tylko przez krótki okres czasu. Przemykam zakapturzony między wysokimi budynkami. Jak zwykle dbam o to by przemknąć niezauważony. Rano zazwyczaj nie mam ochoty gadać z ludźmi prawie mi obcymi. Szczególnie gdy się spieszę. Dopiero gdy znów znajdę się przed ekranem komputera. Wraca wreszcie wszystko do normy. Dziś jest jak najbardziej typowy dzień. To że wszystko co robię od rana można mierzyć na każdym kroku, a odstępstwa od normy się nie znajdzie.

czwartek, 20 stycznia 2011

"Berek" w markecie

Co do kawowego detoksu to długo nie wytrzymałem. Po zabawie w berka między półkami zupełnie mi obcego marketu dorwałem słoik ulubionej kawy. Kilogram cukru był następnym artykułem który znalazł się w koszyku. Jakież to zdziwienie moje było gdy po powrocie ze sklepu dojrzałem pustą lodówkę i co z tym się wiąże totalny brak mleka. Picie kawy bez mleka jest co najmniej dziwne. Postanowiłem że choćby czarną i bez cukru, ale wypić muszę wypić. Na więcej dziwactw mnie już dzisiaj nie stać. Szukam po kieszeni drobniaków aby wrzucić wszystkie te monety w jedno miejsce. W ciąż zadaje sobie pytanie o to w którą kieszeń upchnąłem tą myśl, którą miałem przelać na papier? Być może jest gdzieś w kieszeni.

środa, 19 stycznia 2011

Kolejna wyspa

Najróżniejszymi drogami docierałem do wznowienia aktywności blogerskiej. W nocy zaczęła mnie nękać ciekawość i chwyciłem się za stworzenie strony bloga na facebook'u nie spodziewam się jakiejś rewolucji czy niespodziewanych efektów z tym związanych. Ale chęć poznania tego o czym wszyscy w koło mówią nad przywiązaniem do tradycyjnej blogerki zwyciężyła. Ale tylko chwilowo. Nie pozostaje wielkiej wątpliwości że i tak głównym nurtem działalności mojej pozostaje ta o to strona. Kwestia przyzwyczajenia. W końcu to już ładne parę lat.

wtorek, 18 stycznia 2011

Coś zyskujesz, coś tracisz

Dziwnie mocna przekładnia w moim funkcjonowaniu odbywa się co najmniej od tygodnia. Wszystko postawione do góry nogami. Oczywiście jak zwykle sprawom ważnych przemian zawodowych muszą towarzyszyć utrudnienia pozazawodowe. Naprawa laptopa kolegi, wiąże się z tym również walka o odratowanie danych - wyników wielomiesięcznej pracy oraz drobna ale za to uciążliwa awaria samochodu. Ale jest szansa na ustabilizowanie organizacji dnia. Niestety i to będzie niosło za sobą pewne nie miłe konsekwencje. Jak zwykle: "Coś zyskujesz, coś tracisz". Przynajmniej tym razem nie mam co tragizować.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Noworoczny dołek

Jak to zazwyczaj bywa w momencie gdy kończy się okres świąteczny zwieńczony Sylwestrem, wpadam w niedługim czasie w pewien tzw dolek psychiczny. Podobnie zresztą jak było w poprzednim roku. Zawsze ciężko mi się wygrzebać z poczucia braku sensu. Jednak jakoś w tym roku nie mam siły o tym pisać. Chociaż  może bardziej chodzi o czas.