piątek, 30 grudnia 2011

Organizacja pracy - do poprawy

Mniej lub bardziej szczęśliwie mija rok. Kolejny rok. Czy jestem zadowolony z ostatnich 12 miesięcy? No nie wiem. Przyzwyczajony jestem do krytycznego patrzenia na siebie i swoje życie. Więc i tym razem muszę stwierdzić. Że nie wykorzystałem tego roku w pełni. Do tego stopnia jestem zdegustowany że nie chce mi się nawet liczyć ile razy zmarnowałem okazję by zmienić w swym życiu coś na lepsze. A tych cośów. Mało nie było. A i do formy pracy mam wiele do życia. Nieustannie mam pretensje do siebie o zbyt mało efektywną pracę. Niestety moja efektywność ciągle jest daleka od moich wyobrażenia o idealnie efektywnej pracy. Tak więc jeden z planów na przyszły rok to dyscyplina i lepsza organizacja pracy.

wtorek, 27 grudnia 2011

Święta Bożego Narodzenia '11

Racja, nie przepadam za przedświątecznym szwendaniem się po marketach. Ale w same święta jestem po prosty przeszczęśliwy.  Rodzina, kolędy, pasterka, cala ta atmosfera. To jest coś co z niczym nie da się porównać. Zawsze w święta mam ochotę na zapętlenie czasoprzestrzeni. Coś w rodzaju wiecznych świąt. No może nie wiecznych, ale wystarczająco długich, by móc się nimi nacieszyć. Skoro jeszcze czas życzę wszystkim żeby złapać jeszcze parę kropel radości z tych mijających świąt, tak by starczyło na jak najdłużej.

czwartek, 15 grudnia 2011

Zombie

Przedświąteczne tłumy w marketach. Jak ja tego nie lubię. Jedna z najbardziej wkurzających rzeczy w tym okresie. Nie jestem osobą która lubi trzymać się z dala od takich miejsc. Ale spoglądanie na armię opętanych zakupowym pędem zombie. W ten sposób postanowiłem omijać szerokim łukiem miejsca w których mógłbym zostać zdeptany. Gorzej gdy lodówka pustoszeje. W tedy zostają dwie możliwości. Albo zamówić coś przez telefon, albo zbliżyć się do pola wciąż trwającej bitwy. 

wtorek, 6 grudnia 2011

Złotówka do skarbonki KRRiT

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji z powodu braku funduszy i nieustannego zaciskania pasa postanowiła zwiększyć pole zbierania funduszy potrzebnych na realizowanie misji. Bardzo możliwe już nie długo posiadacze komputerów także będą musieli płacić abonament  Bo przecież my internauci omijamy prawo, nie płacąc abonamentu, nie posiadając radioodbiorników ani telewizora i tak bierzemy co chcemy.
KRRiT najwyraźniej chce zrobić duży skok na kasę. Posiadacze komputerów od dawna są solą w oku Rady – słuchają radia, a niektórzy nawet oglądają telewizję za darmo. Dlatego też proponuje się ustawę, która rozszerzy obowiązek płacenia abonamentu. Właściwie to płacić będą musieli wszyscy, projekt zakłada bowiem pobieranie pieniędzy od tych obywateli, którzy mają w domu prąd. Zakłada się, że każdy, kto korzysta z energii energetycznej, automatycznie ma telewizor, radio albo komputer. (>> Antyweb)
Kierując się taką logiką, można narzucić obywatelowi abonament ... na cokolwiek ... abonament. np. Dodatkowy abonament od oglądania meczów reprezentacji Polski narzucić może PZPN. Bo jeśli mamy prąd to prawdopodobnie oglądamy telewizję (nawet nie mając telewizora), jak oglądamy telewizję to na pewno tvp ... jak tvp to mecz polskiej reprezentację.
Nie jestem przeciwnikiem płacenia podatków, abonamentów etc. Ale po pierwsze ... nie popadajmy w paranoję. 
Chętnych do skoku na kasę jest wiele w naszym kochanym państwie. Niestety abonament na rzecz realizacji misji KRRiT mam wrażenie że mija się z celem. Przypomina bardziej wrzucanie monety do fontanny z założeniem że przyniesie szczęście. Skoro za pieniądze z reklam i abonamentu (a to już spora przewaga nad kanałami) tvp nie stać na nic więcej niż M jak miłość, to chyba za coś tu przepłacamy. Pieniądze z abonamentu to nie grosze, za reklamy tvp groszy chyba nie zbiera, chyba że zatrudnia się niekompetentnych ludzi którzy nie potrafią się targować. Tymczasem programy tvp często nie są w stanie doścignąć atrakcyjnością prywatnym kanałom telewizyjnym, a o tworzeniu ambitnej telewizji to już nie ma co wspominać.
Na koniec zastanawiam się nad tym, jak to nazwać, bandytyzmem, a może po prostu zwykłym oszustwem. To drugie jest trochę łagodniejsze. Może pasuje bardziej. Bandyta by zabrał by pieniądze, nic nie dając w zamian. My przecież otrzymujemy w zamian program Gwiazdy tańczą na lodzie.

niedziela, 20 listopada 2011

Blogersi

Przyzwyczaiłem się do tego że słowa które tu piszę, czyta mniej ludzi niż wulgarny napis w toalecie publicznej. Ale czy na prawdę ilość odsłon jest aż tak bardzo istotna? Jest to prawda. Przecież każdy bloger zabierający się do pisania nie zakłada, że będzie mówił (pisał) do ściany. Ostatnio oglądając ponownie spot zapowiadający film Blogersi, zacząłem myśleć o sformułowaniu, które się pojawiło: Mam bloga i nie zawaham się użyć. Postawiłem sobie pytanie: czy czuje się potężny, w związku z tym że piszę bloga? Nie zdecydowanie nie czuje się jako osoba, która ma ogromny wpływ na otaczający mnie świat. I raczej nie dlatego, że właściwie to co tu piszę cieszą się mniejszą popularnością niż bazgroły w wyżej wymienionej publicznej toalecie. Powodom tego też nie jest fakt, że krasomówstwem wielkim pochwalić się nie mogę (choć sądzę, że odbiegającym daleko od toaletowej poezji). Po prostu sceptycznie patrzę na całą naszą blogerską kastę. Nie sądzę, że świat się kręci w oku tego co powiedzą, napiszą blogerzy. Świat, w tym też świat medialny nie trzęsie przed nami portkami. Bez wątpienia zdanie blogera, zwłaszcza popularnego blogera, jest zauważane, ma znaczenie. Korporacje medialne liczą się z głosem blogerów, nawet czasami tych praktycznie nie znanych. Ale czy jesteśmy potężni? Przypadków w których jeden czy drugi bloger nie omal zatrząsł światem pewnie się znajdzie setki. Ale przypadków, gdy i zdanie poważanego blogera okazuje się nie istotne jest więcej. Być może prawda leży po środku. Albo wręcz zupełnie gdzie indziej.



czwartek, 17 listopada 2011

Blog w Chmurze

Wiece co? Naprawdę przestałem czuć się jako bloger XXI nie jestem w chmurze! Ale patrząc za krótkim opracowaniem tematu ze strony AntyWeb. Wnioskować mogę że o być chmurze to mieć w nazwie chmurę. Popularne się stało to słowo, do tego stopnia że zaczęło tracić na znaczeniu. Jak bieganie z dziurawym wiadrem.

Polecam przeczytanie.

niedziela, 13 listopada 2011

Zacisze

Po walce o odzyskanie bloga wreszcie mam trochę spokoju z tą sprawą. Przejścia tego weekendu, znaczy się rozruchy dnia 11.11.11sprawiły że wyłączyłem telewizor już wczoraj. Dotąd trochę nie mam ochoty znów go włączać. Sprawa jest po prostu żenująca ... i smutna. Cieszę się ostatkami weekendu. W pokoju mam zapalone świeczki zapachowe. Maskują one zapach pracującej elektroniki. Pasuje mi atmosfera tego pomieszczenia. Mam wrażenie że mógłbym go nie opuszczać wcale. Nie wychodzić do ludzi, nie rozmawiać z nimi w realu. Tylko przez internet, na bezpieczną odległość. Odciąć się od wszechogarniającej agresji, od świata który wydaje się nieprzyjazny. Niestety tak się nie da. A może i na szczęście. Nie chcąc wystawiać nosa poza próg, wiem że na dobrą sprawę po paru dniach zaczął bym się tu dusić. Obraz świata zmienił by się w mgnieniu oka. Może własnie dlatego potrzebne jest właśnie odcięcie się od ludzi i otoczenia chociaż na jeden dzień.

środa, 9 listopada 2011

Odzyskanie dostępu

Odzyskałem dostęp do starego bloga. Wiadomość zwrotna dotarła. A już myślałem że zostałem totalnie zepchnięty w kont. Zapomniany przez serwis itd. Pierwszym rzutem oka. Zauważyłem także, że możliwość edycji starych postów jest niemożliwa. Teraz dopiero po latach przypomniałem sobie fakt, odpowiedniego zapisu w regulaminie. W/g powyższego autor traci możliwość edycji tekstu ... po 30 ... albo po 90 dniach od publikacji. W ten sposób dotrzeć do utraconych postów z okresu od 6 Listopada 2005 do 19 maja 2006, oraz jeden z czwartku, 15 czerwca 2006. Posty jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, przeformatowały się na szereg najróżniejszych symboli, uniemożliwiających odczytanie. Jednakże na chwilę obecną odzyskałem możliwość umieszczania nowych tekstów na starym blogu. I to już jest bardzo cenne.
>> Blox

piątek, 4 listopada 2011

Serwis gazeta.pl i blox.pl olewa klientów

Właśnie tak. To właśnie mam do powiedzenia na chwilę obecną. Serwis gazeta.pl i blox.pl olewa klientów. Od 26 października nie dostaje żadnych odpowiedzi na moje maile. Panowie i Panie mają konkretnie gdzieś każdą wiadomość którą do nich napiszę. Umyto ręce i uznano, że sprawy nie ma. Ale ja jestem cierpliwy. Nadal próbuję się porozumieć.

sobota, 29 października 2011

Gazeta.pl ... ciąg dalszy

Kolejny dzień bezskutecznych prób skomunikowania się z tzw. pomocą gazety.pl. Teraz już naprawdę czuję się kompletnie olany. Najpierw się słyszy obietnicę w stylu wszystko się da załatwić, a potem cisza. Sprawa jest trochę dobijająca. Stary zablokowany blog miał zostać podpięty pod nowe konto. Tak orzekł człowiek który się ze mną kontaktował. Na obietnicy się skończyło. Na każdy e-mail wysłany od tego momentu, żadnej odpowiedzi. Potrzebna jest weryfikacja planu działania.

czwartek, 27 października 2011

Gazeta.pl

Jakieś nieporozumienie. Mam wrażenie że sprawa odzyskania kontroli nad starym blogiem stanęła w miejscu. Choć przynajmniej chwilowo rozbudzono moje nadzieje. Zaczynam odczuwać że kontakt z serwisem pomocy Gazety.pl zaczyna się urywać. Od wczorajszego dnia godziny 10 nie mam odpowiedzi. Zaczynam się zastanawiać czy to normalnie. Bo początkowo kontakt był w miarę dobry i częsty. A tu nagle bęc. Ponad 24 godziny milczenia. Zaczynam się zastanawiać nad tym, czy to ja jestem niecierpliwy, czy to w ogóle coś nie tak. Z jednej strony, faceci mogą być zarobieni, z drugiej strony to przecież nie budzę o  3 w nocy. Zdaję się na razie na cierpliwość. Na takie rzeczy trzeba reagować na chłodno. Może w ten sposób coś z tego pozytywnego wyjdzie. Najwyżej będzie jeszcze chłopaków trochę pomęczyć.

środa, 26 października 2011

Przeszłość blogera

Wracając do pytania, które zadaję sobie od pewnego czasu: Dla czego wracam myślami, teraz także czynem, do starego bloga? To część mojej historii, samego mnie. Wszystkie te posty nadają kształt ewolucji którą przechodziłem, ... nie tylko jako bloger. Część z nich przedstawiają jeszcze jakąś wartość, a inne ... no cóż ... sam teraz nazwał bym to co najmniej głupotami. Ale trzeba to jakoś przełknąć. Podchodząc to sprawy w ten sposób, że żaden blog, ani tym bardziej bloger... człowiek nie jest gotowym produktem. Ba człowiek nie jest w ogóle produktem. Tym się właśnie różnimy od przedmiotów że ulegamy zmianom / ewolucji w sposób świadomy i celowy. Chęć doskonalenia powinna być naszym celem. Zakładam więc że mniej istotne jest stan przeszły, ba nawet stan teraźniejszy. Najważniejszy jest stan przyszły, zbudowany między innymi na lekcji jaką daje nam historia, nasza historia. I tym właśnie kierowałem się otaczając opieką swoją własną blogerską historią.

wtorek, 25 października 2011

BIGMOOSE.BLOX.PL

Przeszłość! Jest od czego nie możemy się oderwać. Stanowi część nas. Dla tego postanowiłem się zająć swoim starym blogiem, którego prowadziłem w serwisie gazety.pl (?wyborczej) blox.pl. Najstarszym czytelnikom są znane rzeczy które wypisywałem na bigmoose.blox.pl. Pierwszą rzeczą którą się zająłem to ponowna próba odzyskania dostępu do starego bloga. Podchodzę do trochę bez optymizmu nadzianego nadzieją. Przypuszczam że administratorzy serwisu nie będą chcieli/mogli/umieli mi pomóc. Ale kto wie. Sprawa trwa. W między czasie postanowiłem przenieść to co się da ze starego bloga na nowy. Tak więc pod aktualnym adresem znalazły się jużposty z lat 2005-2007. Wszystkie pod jedną etykietą .BLOX.PL Niestety nie wszystkie dało się przenieść. Ze względu na dziwne formatowanie tekstu i przerzucenie czcionki na nonsensowne znaczki utracone zostały posty z okresu od 6 Listopada 2005 do 19 maja 2006, oraz jeden z czwartku, 15 czerwca 2006. Może jak bym odzyskał dostęp do tego starego bloga to może by się dało je jakoś reanimować.

Powrót do domu

Piękny słoneczny dzień. Szkoda tylko że już jesień. Zdecydowanie wolałbym jeszcze trochę pocieszyć się latem. Ale oczywiście jest to kolejna sprawa na którą zbyt bardzo nie mamy wpływu. Po powrocie z podróży po całym kraju cieszę się internetem bez ograniczeń transferowych. Z rana zasmuciły mnie wieści od Edwarda (Lewed's Blog). Biedak ma nie słabo zawirusowanego laptopa. I tu w sytuacji budzącej nie pokój. Dziwny zbieg okoliczności związany z aktywnością Call Center (Indie...?!?!). Przypominają się mi troche przeżycia z poprzedniego roku. Co prawda problemy moje miały zgoła inny charakter. (Wspomnienia "stanu zagrożenia", Big Moose Blog)

środa, 19 października 2011

Wirtualna bilokacja

Tak to prawda, nie widać nic dziwnego we współczesnym świecie. Świecie, w którym zacierają się granice.  Żyjemy w jednym kraju, zarabiamy w drugim, dla firmy z kraju trzeciego, a pieniądze trzymamy w banku z kraju jeszcze innego. Czemu nie robić tego nie wychodzić przy okazji z domu? Nic nie stoi na drodze. Obecne środki technologiczne umożliwiają takie manewry. Z jednej stronie świadomy tych możliwości, z drugiej strony stopy, które oderwały się od minionej rzeczywistości, czują się jakby nie miały już nigdy dotknąć gruntu. Zabawne jest to, że wkraczając w świat takich możliwości stoimy nogami w granicach starych przyzwyczajeń. Dopiero z czasem bierzemy pod uwagę możliwości, które dotychczas leżały tuż przed nosem. I w ten sposób pozostaje zdziwienie i rozbawienie związane z tym ile pozostawiliśmy za sobą. 
A teraz przy okazji: ... Wyszukiwarka ofert pracy Jooble.com to kontakt jednego z pracowników tej firmy nakłonił mnie do tych przemyśleń. Z pierwszego rzutu oka mogę powiedzieć, że jest to zwykła wyszukiwarka gromadząca oferty pracy z najróżniejszych ważniejszych portali tego typu. Stąd nazwa mogąca kojarzyć się z gogle. Ciekawsze jest to, że jak najbardziej nie ogranicza się jedynie do polskich portali, ale do całkiem sporej liczby krajów. W ten sposób wyjazd na obczyznę za chlebem staję się coraz łatwiejszy. O jeden krok bliżej by każda część naszego życia była coraz bardziej rozrzucona po świecie. Swoją drogą, ciekawy jestem, czemu coś takiego nie znajduje się w rączkach google. 

poniedziałek, 17 października 2011

Zmiana planów

Nieoczekiwany wyjazd wtargną mi się w plany. Trochę to psuje to harmonogram pracy. Ale po prostu trzeba wyjechać na parę dni. Mam nadzieje że znajdę możliwość podłączenia się do internetu. W końcu jak by wyglądało życie bez sieci. Ale jeśli się to nie uda, to będzie trzeba to jakoś przeżyć. Nie ma innego wyjścia. Tym czasem kroi się pewna sprawa do opisania. Tak myślę.

wtorek, 4 października 2011

60

Już tyle? to nie prawda. Ta liczba nie określa Edwarda Kuciaka! Lewed's Blog prowadzony jest przez człowieka młodego duchem i pełnego wigoru. Tak właśnie widzę to z perspektywy liter przewijających się przed oczyma. Dość ograniczeń które stawia nam zewnętrzna powłoka będąca jedynie materią. To słowo które jest jedynie kroplą w ocenia informacji z jakim mamy do czynienia buszując w sieci, ma moc. Moc której nie zliczy kalkulacja ni ekonomiczna, ni pojmie marketingowa koncepcja.
Edwardzie! Wszystkiego najlepszego z okazji osiemnastych urodzin.
Jestem Ci wdzięczny za twój wkład w blogosferę. A jest on podwójny. Bo choć za starych czasów forum polskiego wydania newsweek'a, znajomość zaczynaliśmy od polemik, to w końcu Ty wciągnąłeś mnie w blogerkę. I jeszcze za czasów owego forum okazało się, że łączy nas o więcej niż dzieli.

piątek, 23 września 2011

Golum

Staram się dzisiaj odpowiedzieć na pytanie: czy pisanie bloga jest odpowiedzią na swojego rodzaju samotność? Zapewne w każdy inny dzień niż dzisiejszy odpowiedział bym że zupełnie nie o to chodzi w blogowaniu. 
Siedzę od rana przed kompem liczba sms-ów 0, liczba maili od znajomych 0. Jak by pół świata wywiało z sieci. Może jakaś awaria prądu. Mam wrażenie jakbym poruszał się po wymarłym mieście. Dziwne uczucie. Za każdym razem gdy chwytam za komórkę by zadzwonić do jakiejś konkretnej osoby, orientuje się że jest to nie właściwa pora. Czuję się wyciągnięty poza nawias. Muszę szybko pozbyć się tego uczucia. Pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy to: zająć się blogiem przez chwilę. Może jak nie ze znajomym to z kimś obcym wejdę w coś co chociaż przypominało by interakcję. Jeszcze jedna zachcianka mną targnęła. Wyjść poza klatkę murów. Poczuć że nie sterczy mi nad głową żaden sufit. Nie wiem czemu pisząc te słowa wyobrażam tolkienowskiego Goluma wypełzającego z jaskini. Dobrze że przynajmniej fizycznie go nie przypominam. Pod innymi względami przypuszczam że też nie.

niedziela, 18 września 2011

Niewykorzystana niedziela

Kolejna na mój gust nie wykorzystana niedziela. Jeden tylko krotki spacer zrobiłem. Czuje jednak że to za mało. Mimo że niby zrobiłem coś tam klepiąc w komputerze, bardzo dziwnie się z tym czuję. Mam wrażenie jak bym cały dzień wgapiał się w ścianę a nie w ekran. Zamiast porządnie odpocząć kręciłem się jak pies za swoim własnym ogonem. 

niedziela, 11 września 2011

NY

Dziesięć lat minęło od zamachu w Nowym Yorku. Wielkie uroczystości. W telewizji jest to tematem przewodnim. Smutna atmosfera której nie da się pozbyć. Potrzymana jest przez opowieści poszczególnych osób, świadków. Kilka razy ktoś mnie już pytał, czy pamiętam ten dzień, co robiłem, jak zareagowałem na te tragiczne nowiny. Pamiętam.

poniedziałek, 5 września 2011

Dziesiąte rocznice - dziesiąte urodziny

Na stole obok leży "specjalne wydanie" Newsweek'a. To już dziesięć lat jak ten tytuł jest na polskim rynku prasowym. Pamiętny rok 2001. Już wtedy czytelnicy i widzowie mogli poczuć jak gorzki w smaku prezent otrzymali na powitanie zarówno polski Newsweek jak i TVN24. Tragedia 11 września stała się podmuchem prosto w skrzydła tym debiutantom. Zarówno Newsweek i TVN24 żyły z informacji "11.09". Potem hasłem przewodnim stał się Irak. Inne media nie pozostawały w tyle. Ale to te dwa debiuty (9 sierpnia 2001 - TVN24 i 3 września 2001 Newsweek) na zawsze zostaną sprzężone z tragiczną datą 11.09.2001

piątek, 2 września 2011

Śmierć Wyjatkowej Blogerki

W tym tygodniu stała się coś czego się nie spodziewałem. Wprawia to w przygnębienie. Zmarła Paula Pruska. Wyjątkowa blogerka. Przez cały ten czas jak zaczytywałem się w jej blogu: Paula i Pan Śmieciuch, jakoś nie dochodziło do mnie że ona umrze w najbliższym czasie. Na pewno nie przed emeryturą. Jej walka chorobą dotykała ludzkiej wytrzymałości. Mimo że wieści dające nadzieje, wciąż przeplatane tymi budzącymi obawy, nie docierało do mnie że cała ta sprawa może się skończyć inaczej niż pozytywnie.
Brak mi słów ...

środa, 31 sierpnia 2011

Cinema World Company: Wstępniak

Cinema World Company: Wstępniak: Tak jak zwykle gdy pojawia mi się jakaś idea, pędzę do komputera z przeczuciem że to coś genialnego. Jednak zawsze towarzyszy temu obawa: ...
Tak właśnie zaczyna się kolejny etap działalności blogerskiej. Zapraszam do lektury.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Sielanka

Kilka dni w domu z dostępem do sieci zrobiło mi dobrze. Tymczasem nadszedł długi weekend. Będzie tłok na drogach. Więc chęć siadania za kółko spada do minimum. Za miasto raczej nie będę się wybierał. W między czasie odkrywam przyjemność posiadana kilku boisk w pobliżu. Trzeba zacząć korzystać z tego dobrodziejstwa. Generalnie sielanka. Chociaż przez krótki czas.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Parę dni za miastem

Wyjechałem z miasta na parę dni. Dobrze mi to zrobiło. Może jeszcze to powtórzę w tym miesiącu. Zmiana otoczenia jest dobrą rzeczą, dla zdrowia psychicznego. 
W trakcie wyjazdu doszła do mnie informacja o śmierci Andrzeja Leppera. Obecne dane dostarczane z mediów wskazują na akt samobójczy. Trochę się wierzyć nie chce. Cokolwiek się o nim mówiło. Nigdy nie można by podejrzewać o samobójstwo.
Teraz czeka mnie nadrobienie aktualności. Wizyta w kiosku w celu zakupienia gazet. Nadto serwisy informacyjne, zarówno internetowe jak i telewizyjne. Trochę zaległości się nazbierało.

niedziela, 31 lipca 2011

Wspomnienia "stanu zagrożenia"

Dokładnie rok temu przydarzył mi się lekki horror blogerski. Stan Zagrożenia! soboty 31 lipca 2010 roku. Przeglądając swoje wypociny z poprzedniego roku przypomniałem sobie o tych zaskakujących dla mnie wydarzeniach. Na szczęście koniec stanu zagrożenia nadszedł następnego dnia, lecz skutki tych zdarzeń były przez pewien czas dokuczliwe. Szczerze nie życzę żadnemu blogerowi, zwłaszcza nie posiadającemu zdolności wybitnego webmastera. Na szczęście rok temu poradziłem sobie (szybciej niż tego początkowo się spodziewałem) z problemem elementów stanowiących zagrożenie dla komputera, które nadal nie wiem w jaki sposób znalazły się na moim blogu. Na pewno ja ich tam nie umieściłem. Ale z pewnością nie jeden informatyk czy tez insza osoba specjalizująca się w tego typu sprawach określiła by tą skutkiem braku elementarnych zasad bezpieczeństwa w sieci, czy też z mojej strony czy też ze strony google. Tak czy owak dla blogera nigdy nie jest za późno na doszkalanie w dziedzinie bezpieczeństwa w sieci.

Wyjść z objęć betonu

Nadal nie rozumiem co się z tym wszystkim dzieje. Naprawdę dziwne rzeczy dzisiaj się ze mną dzieją. Ja mam najzwyczajniej ochotę odejść od komputera i nie zbliżać się do niego więcej. Dusić się zaczynam w betonowych murach. I jedyne co mnie powstrzymuje że nawet po środku miasta dopadają mnie owady. Nie lubię ich bardzo. Wkurza mnie. Nie lubię chodzić calu podziabany. Ale i tak się znajdę powód żeby wyjść z objęć betonu.

piątek, 29 lipca 2011

Bałagan w szufladach

Nie wiedzieć czemu szukam różnych rzeczy po szufladach. Nic nie mogę znaleźć. Trochę mnie to denerwuje. Nie wiem co z tym zrobić. Ilość e-maili które dzisiaj już wysłałem nie chce mi się nawet liczyć. Przez ręce moje przeszły fragmenty wystąpień Krzysztofa Ibisza z czasów jego posłowania w latach 1991-93. Wywołało to oczywiście uśmiech na twarzy. Wejść do sejmu z ramienia Partii Przyjaciół Piwa jeszcze raz to już chyba mu się nie przytrafi. Uciekając od rzeczy które znowu odwracają od wyznaczonych zadań, kończę i tym razem sprawę wpisów na blogu. Mam nadzieje że będę mógł do tego wrócić w weekend, który rozpocznie się lada chwila. 

czwartek, 28 lipca 2011

Google+

Dzień dzisiejszy zaczął się ciekawie. Dostałem zaproszenie do nowego portalu społecznościowego google+. Postawiłem z tego skorzystać. Wszystko bowiem zostaje w rodzinie google. Badam więc wszelakie aspekty tego portalu. Może się on przydać.
W międzyczasie zastanawiam się poważnie nad tym by wybyć gdzieś z miasta. Przynajmniej na kila dni. Przymierzam się już któryś raz ale ciągle coś mi staje na drodze. Może w przyszłym tygodniu się uda. Co dalej będzie nie wiem.

piątek, 15 lipca 2011

Samotnia, święty spokój

Nie ma to jak kawałek świętego spokoju. Odizolowanie się od ludzi ma swoje zalety. Byle oczywiście nie trwało za długo. Od pewnego czasu miałem dosyć wchodzenia w interakcje z kimkolwiek. Nie traktuje oczywiście sprawy personalnie. Nie mam dosyć konkretnych osób. Potrzebuje jedynie trochę odpoczynku. Zastanawiam się jeszcze nad zmianą otoczenia, wyjechać na pewien czas do innego miasta. Ale po paru dniach samotni, do tego rodzaju wyprawy przydało by mi się towarzystwo kumpli.
Tymczasem zastanawiam się nad dzisiejszym wieczorem. Weekend dzisiaj się jeszcze na dobre nie zaczął, a ja jestem już za stary by traktować spędzenie piątkowego wieczoru w domu było czymś złym. Zostało więc zaplanować sobie wieczór filmowy.

sobota, 9 lipca 2011

Brak kondycji

Zwiększenie ciążenie, to właśnie uczucie towarzyszyło gdy wracałem dzisiaj z wycieczki rowerowej. Nie towarzyszyło by mi ono gdyby wycieczki rowerowe były tak regularne i tak intensywne by wypracować odpowiednia kondycję. Pokonując ogarniające zmęczenie zmyłem z siebie pot i jak zwykle nie oparłem się pokusie zanurzeniach się w objęciach sieci internetowej. Z przyzwyczajenia zajrzałem na jeden z ulubionych blogów: Lewed's Blog. Już chciałem się zabrać za lekturę kolejnych, niestety dopada mnie zmęczenie. Mam wrażenie że zaraz usnę. Więc tym razem wieczorne zajęcia przed komputerem będą musiały być skrócony. Przed brakiem kondycji nie ucieknę.

piątek, 8 lipca 2011

Lipiec

Początek lipca zaczynam dopiero zauważać. Od kilku dni przejawiam ochotę wyjścia na miasto i zniknięcia wszystkim z oczu. Pradę mówiąc zresztą nie jest to odkrywcze stwierdzenie. Jaka by nie była pogoda, czy też pora roku, ja nieustannie mam ochotę na takie wypady. Tym razem wybrałbym raczej porę wieczorną. Mniej słońce parzy, mniej oślepia.
Nowa szata graficzna tzw pulpitu nawigacyjnego spodobała mi się. Słyszałem o niej od pewnego czasu. Ale dopiero dzisiaj dostałem do niego dostęp. Do tego lokalizacja. Chyba wcześniej była już ta opcja. Prawdę mówiąc nie zwróciłem na to uwagi.

piątek, 17 czerwca 2011

Orange! A gdzie faktura?

W imieniu klientów Sieci komórkowej Orange muszę powiedzieć parę słów. To co najmniej niegrzeczne nie przysyłać faktury, w stosownym terminie. Ostatnio nie raz słyszę narzekania na temat faktur przychodzących po terminie zapłaty. Orange zrezygnowała z usług Poczty Polskiej na korzyść, podajże InPost. Klienci Orange widocznie nie wychodzą na tym najlepiej. Ciekawe czy z wersją e-faktury są podobne problemy.

środa, 15 czerwca 2011

Włóczęga poza czasem i przestrzenią

Czekam na właściwy moment. Sytuacje która idealnie nadawała by się do tego by wyrwać się z sideł otaczających mnie murów. Chwile w których można się samotnie przemieszczać po mieście są bezcenne. Szwendanie się bez celu? Sam to nazywam szwendaniem bez celu. Ale przynajmniej w sprzyjających warunkach można się poczuć poza czasem, poza przestrzenią. Wyrwać się z sieci która przeszkadza myśleć. Dzisiaj wieczorem zaćmienie księżyca. Mogą być ciekawe widoki.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Zagryzanie języka

Czasami mam naprawdę mam wrażenie że mówienie tego co się ma namyśli nie ma sensu. Zazwyczaj zawsze kogoś się urazi, albo wywoła się niepotrzebną kłótnię. Odpowiednie formułowanie myśli podszyte przynajmniej minimalnym przewidzeniem kolejnego ruchu rozmówcy, może naprawdę oszczędzić wiele kłopotów i niepotrzebnych spięć. Można oczywiście można tutaj także dyskutować o legitymizacji kłamstwa czy też manipulacji. Nie sądzę jednak by można traktować sprawę w tak czarno biały sposób. W ten sposób i zwykłe "ugryzienie się w język" można by nazwać manipulacją, złym czynem nie zależnie od kontekstu sytuacyjnego.

czwartek, 2 czerwca 2011

Słoneczny Dzień

Dzisiaj tradycyjnie korzystając ze słonecznego dnia otworzyłem szeroko okno aby do pomieszczenia w którym zazwyczaj przesiaduje wpłynęło trochę powietrza. Ta zawiesina jednakże nie chce się zbyt bardzo przemieszczać. Wspomagam ją więc elektrycznym wiatrakiem. W ten sposób są warunki do przetrwania te nieco wyższe temperatury od których zdążyłem się już odzwyczaić. Maj miną z prędkością upadającej doniczki. Nie wiem gdzie ten czas ucieka. Ale nawet na rozpatrywanie takich rzeczy czasu jest zbyt mało. ... Chociaż spacer zaszkodzić nie może. Powiem ... może nawet pomóc.

środa, 13 kwietnia 2011

Krok po kroku do celu

Uczucie frustracji oraz złości na samego siebie towarzyszy mi od paru dni. Pozbierać się nie mogę z najróżniejszych bagiennych aspektów zawodowych. Zbyt krytyczne nastawienie do otoczenia jak i do własnej osoby może być sporym utrudnieniem w efektywności pracy. Zawsze uważałem że autokrytyka jest bardzo dobrym bodźcem do samodoskonalenia. Jednakże w tym tygodniu przyczepiło się do mnie małe spięcie w procesie motywacji, potocznie nazywamy to dołem. Sama ta nazwa sprawia mnie o dreszcze gdyż nie trawie objawów słabości psychicznych, które jak u każdego człowieka występują także w moim przypadku. Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy, to zaangażowanie w nadrabianie zaległości które mnie tak dręczą. Spróbuję robić małymi krokami. Innej rady nie ma, bo wszystkiego naraz się zrobić nie da. Po tej krótkiej autoterapii wracam do tej sterty niepoukładanych pomysłów, by zacząć wprowadzać je w życie.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Biblioteczne przepychanki

Porażający poranek. Jak bym przejechał kilkanaście kilometrów na rowerze. I to jeszcze z przebitymi oponami. Zresztą pewnie by mi się przydało. Spalił bym trochę zmagazynowanej energii. Poranne połączenie się z internetem spowodowało rozdrażnienie. Ktoś mi zwiną książkę z przed nosa. Nie będę mógł się wybrać po nią popołudniu do biblioteki. Chyba że ktoś odda drugi egzemplarz. Zapisałem się jako oczekujący, a że osobnik będący w posiadaniu tej książki przetrzymuje ją już tydzień to jest nadzieja na .... "pozytywne rozwiązanie". Zakładam że system rezerwacji biblioteki nie jest na tyle rozwinięty żeby informować czytelnika o czymkolwiek. Wiąże się z tym że będę musiał dzień w dzień, może nawet kilka razy na dzień monitorować stan zamówienia. Jak widać w każdej dziedzinie życia przewija się motyw sportowy, "kto pierwszy, ten lepszy". Dobra ... kończę ten wątek bo inaczej wprawie w głęboki sen każdego desperata który odważy się przeczytać to wszystko do końca.

środa, 6 kwietnia 2011

Ocieplenie

Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie wyjątkowo spokojnie. Bardziej niż bym się tego mógł spodziewać. Najdziwniejsze jest to że zwykła kawa działa na mnie jak by była mocno zakrapiana alkoholem. Coraz cieplejsza temperatura sprawia że człowiek totalnie się rozleniwia. Przy dzisiejszej pogodzie mam wrażenie zgubienia kontaktu z rzeczywistością. Chłód zawsze mnie trochę budził do działania. Od czasu do czasu próbuje wietrzyć pomieszczenie ale nie daje to wystarczających efektów. Zdaje jednak sobie sprawę że niedługo mogę zatęsknić do pogody takiej jaką mamy teraz. Jak latem przygrzeje to dopiero będę miał problemy. Zawsze mam wrażenie że mój organizm bardzo wolno przestawia się z okresu zimowego na letni i na odwrót. Tak nie dawno przecież miałem problemy z przyzwyczajeniem się do noszenia kurtki.

poniedziałek, 21 marca 2011

Zaległości

Zadziwiająco jak to szybko czas mija ... nie nadążam ze zbieraniem myśli do pisania na blogu. Tematy trochę się gromadzą, przywalają zaplecze planów, potem powoli się przedawniają. Najpierw sprawa Egiptu teraz Libii wprawia w zawirowanie dotychczasowy stan stosunków międzynarodowych. A ja nawet czasu nie mam przysiąść do tego i na spokojnie przeanalizować wszelkie. No cóż ... takie życie spracowanych ludzi. Ale i to się jakoś da przeskoczyć. Muszę powoli walczyć z tymi wszystkimi warstwami zaległości inaczej w utonę.

czwartek, 10 marca 2011

Dobry dzień

Cóż za cudowny dzień dzisiaj nastał. Czekaj, czekaj ... już się powoli kończy. Z godziny na godzinę otwierają się kolejne drzwi, kolejne szanse. Trochę nie chcę żeby ten dzień się skończył Tak bym napisał gdybym był na różowo ubraną gimnazjalistką. Dobrze jest to sformułowanie które zazwyczaj ciśnie mi się na usta w takich chwilach. Bez skrępowania powróciłem do domu i zasiadłszy w swym zagraconym mieszkaniu, wśród książek pokrytych kurzem i gazet pokreślonych notatkami. Przed posiłkiem sięgam po stertę elektronicznej poczty, delektując się czytaniem każdej z otrzymanych wiadomości. Jak zwykle w takich momentach po spojrzeniu na ostatnie notki na blogu, skręca mnie na widok tekstów skreślonych w akcie pesymizmu i zimnego spojrzenia na świat. Dzisiaj pisząc te słowa wzruszam ramionami i przechodzę nad problem do starego porządku dnia. Twierdzę bowiem, że dobrodziejstwa dzisiejszego dnia trzeba wykorzystać do ostatniej kropli. Nie zawsze przecież zdarza się taka kartka w kalendarzu, którą znaczy pasmo samych powodzeń. Mimo, że powodzenia te nie są kamieniami milowymi, ale napawają mnie dzisiaj radością. Oby to trwało.

piątek, 4 marca 2011

Aliencacja

Tuż przed ostateczną decyzją o odłączeniu się od sieci, ulegam ponownie pewnemu uczuciu totalnej alienacji od środowiska zewnętrznego. Czuje się dziwnie odizolowany, wykluczony z realnego obiegu informacji i kontaktów. Wypluty poza margines rzeczywistego życia i uwięziony tu ... w sieci. Jak kanarek w złotej klatce. Napływ ogromnej ilości informacji od całkiem sporej listy kontaktów. Ale informacji w dużej mierze pustej. Pozbawionej treści mającej realne znaczenie. Informacje bezbarwne i wyssane z emocji. Co gorsze gdy wyciągam wtyczkę z kontaktu i wychodzę na ulicę zaczynam widzieć dokładnie to samo. Wyssanie z emocji, moralności ... jak bardzo w rzeczywistości jesteśmy sobie obcy? ... twarze które widzisz codziennie na przystanku, w pracy, szkole ... nie wydają się Ci coraz bardziej przypominać pseudonimów jakimi podpisujemy się w sieci? Puste słowa które nic nie znaczą? Nie chcesz żeby była to prawda? Ja też nie.

niedziela, 27 lutego 2011

Walka z lenistwem

I tak właśnie w mgnieniu oka minął cały miesiąc. Nawet nie spodziewałem się tego jak szybko kartki z kalendarza będą lądować w koszu śmieci. Sterty gazet czekają na komodzie po to tylko by je odkurzyć. Myślę że czas je trochę po segregować. W sumie czemu nie. Chwilę wolnego czasu można poświęcić także na to. Chociaż myślę jak w przypadku paru ostatnich niedziel, lenistwo zwycięży nad chęcią zrobienia porządków. Ponadto w planach rekreacyjnych zostaje jeszcze wizyta w kinie ("Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł"). Wystarczy wykonać parę telefonów skrzyknąć znajomych i wyjść. Chociaż mam ochotę i to odłożyć na później. Mam wrażenie że weekend ten sprowadza się do walki z lenistwem.

wtorek, 15 lutego 2011

Będzie lepiej ...

Rozbity wstałem rano strasznie rozbity. Co bardziej dziwniejsze czuję się zagubiony w otaczającej rzeczywistości. Rozciągnięty między najróżniejszymi światami wewnętrznymi tego kraju. Zastanawiam się nad tym w co włożyć ręce. Nie wiem w którą stronę się udać a ni od czego zacząć pracę. Wiem że jak zwykle jakoś z tym wszystkim dam sobie radę. Wiem także że lada chwila mogę znowu utonąć w załatwianiu najróżniejszych spraw. Mam w tedy przerażające uczucie ze zaraz mogę zniknąć w jednym z tych światków i obudzić się dopiero po dwóch miesiącach jak ze śpiączki. Dobrze będzie. Musi być.

środa, 26 stycznia 2011

Poszukiwanie ciekawej lektury

Wieczór ... kolejny czynności które pozostały mi do wykonania. Na internetowej skrzynce pocztowej pojawiła się wiadomość o "wyborach" na blog roku 2010 (www.blogroku.pl) Zacząłem przeszukiwać strony kandydatów w poszukiwaniu ciekawej lektury. Poszukiwania przerwałem. W skutek braku zachwytu pierwszych przejrzanych blogów, postanowiłem wrócić do tematu nieco później.

Dzisiaj wieczór programów informacyjnych. Trochę muszę nadrobić, by pozbyć się dziwnego uczucia oderwania od rzeczywistości. Mam wrażenie że ostatnio to trochę latam w chmurach. Dziwne uczucie przelatywania z jednej tematycznej chmury do drugiej. Po tym jak angażuje się w wykonywane zadania, przy nie małym wpływie tego że ich większość wykonuje z wykorzystaniem sieci, zapominam o tym gdzie jestem i co w oku mnie się dzieje.

wtorek, 25 stycznia 2011

Typowy dzień

Każda chwila spędzona w sieci doprowadza do tego że czuje się przywiązany do jednego pomieszczenia. Wzorem Leweda zaczynam łazić z komputerem pod pachą i notorycznie zmieniać otoczenie. Niestety pogoda jaka panuje na zewnątrz blokuje możliwość wyjścia na zewnątrz. Śnieg zasypał wszystkie ulice i szczątkowe jeszcze trawniki. Temperatura która tańczy od tygodnia w okolicach zera sprawia że śniegu to przybywa to ubywa. Konsystencja tego wszystkiego zbliża się do brei z kawałkami lodu. Cale szczęście w nocy trochę przymroziło, dzięki czemu znowu to wszystko przypomina śnieg. Zabawne jak to wszystko denerwuję, nawet gdy poza 4 ścianami przebywa się tylko przez krótki okres czasu. Przemykam zakapturzony między wysokimi budynkami. Jak zwykle dbam o to by przemknąć niezauważony. Rano zazwyczaj nie mam ochoty gadać z ludźmi prawie mi obcymi. Szczególnie gdy się spieszę. Dopiero gdy znów znajdę się przed ekranem komputera. Wraca wreszcie wszystko do normy. Dziś jest jak najbardziej typowy dzień. To że wszystko co robię od rana można mierzyć na każdym kroku, a odstępstwa od normy się nie znajdzie.

czwartek, 20 stycznia 2011

"Berek" w markecie

Co do kawowego detoksu to długo nie wytrzymałem. Po zabawie w berka między półkami zupełnie mi obcego marketu dorwałem słoik ulubionej kawy. Kilogram cukru był następnym artykułem który znalazł się w koszyku. Jakież to zdziwienie moje było gdy po powrocie ze sklepu dojrzałem pustą lodówkę i co z tym się wiąże totalny brak mleka. Picie kawy bez mleka jest co najmniej dziwne. Postanowiłem że choćby czarną i bez cukru, ale wypić muszę wypić. Na więcej dziwactw mnie już dzisiaj nie stać. Szukam po kieszeni drobniaków aby wrzucić wszystkie te monety w jedno miejsce. W ciąż zadaje sobie pytanie o to w którą kieszeń upchnąłem tą myśl, którą miałem przelać na papier? Być może jest gdzieś w kieszeni.

środa, 19 stycznia 2011

Kolejna wyspa

Najróżniejszymi drogami docierałem do wznowienia aktywności blogerskiej. W nocy zaczęła mnie nękać ciekawość i chwyciłem się za stworzenie strony bloga na facebook'u nie spodziewam się jakiejś rewolucji czy niespodziewanych efektów z tym związanych. Ale chęć poznania tego o czym wszyscy w koło mówią nad przywiązaniem do tradycyjnej blogerki zwyciężyła. Ale tylko chwilowo. Nie pozostaje wielkiej wątpliwości że i tak głównym nurtem działalności mojej pozostaje ta o to strona. Kwestia przyzwyczajenia. W końcu to już ładne parę lat.

wtorek, 18 stycznia 2011

Coś zyskujesz, coś tracisz

Dziwnie mocna przekładnia w moim funkcjonowaniu odbywa się co najmniej od tygodnia. Wszystko postawione do góry nogami. Oczywiście jak zwykle sprawom ważnych przemian zawodowych muszą towarzyszyć utrudnienia pozazawodowe. Naprawa laptopa kolegi, wiąże się z tym również walka o odratowanie danych - wyników wielomiesięcznej pracy oraz drobna ale za to uciążliwa awaria samochodu. Ale jest szansa na ustabilizowanie organizacji dnia. Niestety i to będzie niosło za sobą pewne nie miłe konsekwencje. Jak zwykle: "Coś zyskujesz, coś tracisz". Przynajmniej tym razem nie mam co tragizować.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Noworoczny dołek

Jak to zazwyczaj bywa w momencie gdy kończy się okres świąteczny zwieńczony Sylwestrem, wpadam w niedługim czasie w pewien tzw dolek psychiczny. Podobnie zresztą jak było w poprzednim roku. Zawsze ciężko mi się wygrzebać z poczucia braku sensu. Jednak jakoś w tym roku nie mam siły o tym pisać. Chociaż  może bardziej chodzi o czas.