piątek, 17 grudnia 2010

Siedem poniedziałków w tygodniu

Dziwne rzeczy działy się w mym życiu ostatnimi czasy. Bez opamiętania pochłonąłem się w gąszczu pracy, nie wiedząc nawet jaki jest dzień zacząłem zastanawiać nad tym co zgubiłem. A jest coś czego nie mogę odnaleźć. To coś, to dodatkowa porcja czasu. W około mnie krąży nieustanie pomysł, którego główne założenie to wydłużenie doby. Zastanawiam się jedynie nad tym jaka dawka była by odpowiednia. Początkowo zastanawiałem się nad 6 godzinami. tak było w listopadzie. Czym bliżej było grudnia, tym bardziej się zastanawiałem nad tym czy nie wydłużyć doby o kolejno 10, 12, 24 godzin. Przy okazji pojawiały się wizje wydłużenia tygodnia. Szczególnie jeśli chodzi o tą część którą nazywamy weekendem? Prawdę mówiąc ostatnio słowo weekend zaczęło tracić dla mnie znaczenie. Zupełnie tak jakby tydzień zaczął składać się z samych poniedziałków. Prace na które ostatnio dostałem zlecenie pozwoliły mi odżyć, ale jednocześnie ich nawałnica skrępowała mi ręce we wszystkich innych sprawach. Zaległości rosną. Choć wiem że blog to nie pierwsza rzecz o którą powinienem się martwić. Może nie siły fizyczne, ale szczere chęci mnie pchają do tego by słowem chociaż zaznaczyć fakt że nie zostałem zdeptany przez otaczający mnie świat.