poniedziałek, 20 grudnia 2010

Kawowy detoks

Nie będę chyba wyjątkiem, jeśli powiem że nie jestem fanem nazbyt wczesnego w stawania. A przyznaje że ostatnimi czasami godzina 4 rano jest porą o której jestem na nogach. I nie ma w zasadzie w tym nic fascynującego. W brew pozorom mnóstwo ludzi jest zmuszona sytuacją do wczesnego wstawania. Do tego stopnia często się to zdarza, że patrząc jedynie z poziomu stylu życia, organizm na tyle się przyzwyczaja, że fakt zmuszania przestaje mieć znaczenie. Natomiast ja jestem osobą która jeszcze się nie przyzwyczaiła. Przynajmniej nie kompletnie. Nazywam to potrzebą stymulacji chemicznej. Nie powiem że były by to jakieś szczególne środki chemiczne. Powiem może bardziej naturalnie - spożywcze. Jednakże ostatnio przeżywam swojego rodzaju detoks. Odstawiłem kawę na rzecz herbaty. Ciekawe jak długo wytrzymam.

sobota, 18 grudnia 2010

Rozliczenia przedświąteczne

Święta się powoli zbliżają. Za świętami nowy rok. W tym roku dosyć wcześnie zaczynam przemyślenia nad zmianami które przyniosły ostatnie miesiące. Na ile stałem się lepszym człowiekiem. O ile udoskonaliłem to co umiem robić. Bez mrugnięcia okiem, mogę powiedzieć o zmianach. Ale czy też o postępie? Wiem że nie jestem jedyną osobą która się nad tym zastanawia. Nie jestem także jedyną osobą która ma wątpliwości co do wartościowania zmian które przyniósł 2010 rok. Większość zmian nie da się określić jednoznacznie, czarne, białe, lepsze gorsze. W moim przypadku ilość zmian w moim życiu, we mnie samym przytłacza mnie do tego stopnia że nie wiem co o tym sądzić. Mam nadzieje, że mimo wszystko większość jest pozytywna. Okres przedświąteczny sprzyja temu żeby to wszystko przeanalizować. Czy nie dało się poradzić sobie z problemami lepiej, zarejestrować większych postępów. Dopiero dzięki takiej analizie będzie można układać plany na przyszły rok. Myślę że źle by było zaczynać 2011 rok bez solidnego planu.

piątek, 17 grudnia 2010

Siedem poniedziałków w tygodniu

Dziwne rzeczy działy się w mym życiu ostatnimi czasy. Bez opamiętania pochłonąłem się w gąszczu pracy, nie wiedząc nawet jaki jest dzień zacząłem zastanawiać nad tym co zgubiłem. A jest coś czego nie mogę odnaleźć. To coś, to dodatkowa porcja czasu. W około mnie krąży nieustanie pomysł, którego główne założenie to wydłużenie doby. Zastanawiam się jedynie nad tym jaka dawka była by odpowiednia. Początkowo zastanawiałem się nad 6 godzinami. tak było w listopadzie. Czym bliżej było grudnia, tym bardziej się zastanawiałem nad tym czy nie wydłużyć doby o kolejno 10, 12, 24 godzin. Przy okazji pojawiały się wizje wydłużenia tygodnia. Szczególnie jeśli chodzi o tą część którą nazywamy weekendem? Prawdę mówiąc ostatnio słowo weekend zaczęło tracić dla mnie znaczenie. Zupełnie tak jakby tydzień zaczął składać się z samych poniedziałków. Prace na które ostatnio dostałem zlecenie pozwoliły mi odżyć, ale jednocześnie ich nawałnica skrępowała mi ręce we wszystkich innych sprawach. Zaległości rosną. Choć wiem że blog to nie pierwsza rzecz o którą powinienem się martwić. Może nie siły fizyczne, ale szczere chęci mnie pchają do tego by słowem chociaż zaznaczyć fakt że nie zostałem zdeptany przez otaczający mnie świat.