poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Matrix

Prasa, prasa, prasa. Czuję się stęskniony, za gazetą i chwilą świętego spokoju. Niestety natłok pracy w dużym stopniu ogranicza moje wolne chwile. Prawdę mówiąc, nie pamiętam kiedy ostatnio znajdowałem się w innej sytuacji. Do tego mam nieustanne wrażenie wiecznej walki z oderwaniem się od ekranu komputera. Nawet teraz, pisząc te słowa w Wordzie, mam ochotę sięgnąć po tą wirtualną kartkę i wyrwać ją z objęć  światła ekranu. Mam  nieustanne poczucie przebywania w świecie wirtualnym. Świat rzeczywisty, jakby przede mną się zamykał. Materia mej osoby staje się powoli iluzją. Tłumaczę się tym zazwyczaj, że godzin spędzonych przed komputerem wymaga moja praca, całe moje życie.  Wsiąkam w środowisko wirtualne jak do baśniowej krainy. Baśniowej? T o świat rzeczywisty zaczyna się wydawać baśniowy. Jakby mieszanką legend, kryminałów, romansów i dramatów, w szczególności dramatów. Jedynie fakt, że ciągle jestem w stanie zamknąć komputer. Odłączyć się od sieci i po prostu wyjść do rzeczywistego świata, do prawdziwych ludzi. Usiąść od czasu do czasu w parku z gazetą w ręku. Czymś co naprawdę istnieje, czego mogę dotknąć, powąchać…

czwartek, 26 sierpnia 2010

Baśniowe chwile

Jedna kreska, druga kreska, orszak kolejna kreska którą wycinam nożem w ławce. Patrzę w błękitne niebo. Male chmurki na niebie i promienie słońca pieszczą oczy. Ta piękna zieleń która idealnie komponuje się błękitem i bielą! Nie ma języka który oddał by to piękno. Opieram się plecami o ścianę chaty która wyglądem mogła by przypominać karczmę z „Pana Tadeusza”. Na kolanach drewniana misa ze świerzym chlebem i twarogiem ze szczypiorem. W takich baśniowych chwilach chcę żeby czas się zatrzymał.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Skupienie/Natchnienie

Szukam inwencji twórczej. Oczywiście w momencie pisania tych słów, skupienie me zostało zmącone dźwiękiem nadchodzących sms-ów. Kolejne jakże ważne promocje muszą koniecznie zawracać głowę. Jak się nie rozejrzeć, wszędzie jest mnóstwo rzeczy mających skłonności do rozpraszania. Kolejne zdanie przypieczętowane telefoniczną pomyłką. Hałas budowy za oknem drażni od dawna, do tego stopnia że niedługo będzie drażnić jego brak.  Nerwica, wrzody, litry wpijanej kawy, nieustanny zgiełk. Rzeczy tak oczywiste dla nas mieszczuchów. Godne to całych tomów poezji. Rozprasza? Tylko tak się mówi? Mówimy tak często o tym bez czego nie moglibyśmy się skupić. To tylko natchnienia czasami nam brakuje. 

niedziela, 22 sierpnia 2010

Czort

Prawdę mówiąc to nie chciałem dzisiaj z łóżka. Niechęć do poruszania się w świecie którego do końca nie jestem w stanie zaakceptować napędzała we mnie nie małe rozdrażnienie. Nie mogąc się jednocześnie zgodzić na marnotrawstwo czasu wstałem splunąłem na ziemie i poszedłem do kuchni przyrządzić kawę która postawiła by mnie na nogi. Oganiam się nieustannie od małego czorta który lata mi pod nogami i rzuca pod nie kłody. Ten malutki z pozoru nieszkodliwy demonik zwany przez niektórych złym losem, ma chyba swoich ulubieńców. Ciągle sobie powtarzam ze mimo wszystko nie jestem jednym z nich.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Samodyscyplina

Co mam powiedzieć na temat dzisiejszego dnia. W zasadzie nic ciekawego dzisiaj w planie nie mam. Postanowiłem że dzisiejszy dzień będzie ostatnim kończący pewien etap w tym miesiącu. Dalej będzie trzeba będzie radzić sobie bez innych takich bajerów jak dłuższy odpoczynek. Nie ma co ukrywać zadania które przede mną czekają muszą po prostu być wykonane. Pewnych obowiązków nie można unikać w nieskończoność. W związku z tym konieczne będzie ruszenie z kopyta. Konieczna jest swego rodzaju samodyscyplina. Nie ma wyjścia.

piątek, 13 sierpnia 2010

Pytania

Na co się patrzycie niewolnicy sumienia – rzekło widmo. Zniknęło, poleciało we własną stronę, pozostawiając mnie w leżącego w kałuży rozpaczy. Obróciwszy się na plecy spojrzałem w kłębowisko chmur przetaczające się przez nieboskłon. Powiedziałem: czego chcesz ode mnie? Chwilę to zajęło zanim wstałem i poszedłem w dal zostawiając za sobą miejsce w którym nie uzyskałem odpowiedzi. Czemu zadaje wciąż pytania na które odpowiedzi nie uzyskam. Pewnie to czysto ludzkie przyzwyczajenie. Oczekiwanie na to aż ktoś coś zrobi za nas. Odpowie na pytania na które sami powinniśmy znaleźć odpowiedzieć.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Daleko do lodówki

Kolejna butelka coca coli stoi na stole. Do kuchni mam strasznie daleko. Głód mnie ssie, ale lenistwo podpowiada mi: nie chce Ci się robić śniadania. Wczorajsze popołudnie spędziłem na oglądaniu meczu Legii Warszawy i Arsenal’u Londyn. Mecz przegrany 5:6 przez Legionistów, ale za to jaki piękny. Aż mi się patrzyło jak chłopaki grają. Nie każdy jest w stanie w ta rewelacyjny sposób podjąć wyzwanie. W ten sposób zakończyły się efektowne atrakcje tego weekendu. Teraz mogę pocieszyć się zaciszem domu. Tradycyjne rozrywki, siedzenie przed komputerem, przemykanie po sieci, książka która czeka na mnie na półce. Niedziela pełną gębą. Nabrać trzeba energii przed kolejnym tygodniem.

sobota, 7 sierpnia 2010

Kawa i internet na śniadanie

Wstałem dzisiaj z zatkanym nosem. Pierwszą rzeczą którą zapragnąłem do kubek pełen słodkiej kawy z mlekiem. Prawdę rzecz ujmując, to co może być lepszego z rana.  Po włączeniu telewizora przełączyłem na jeden z programów Discovery. Jeść mi się jeszcze nie chce. Najważniejsza jest kawa. Oraz oczywiście podłączenie się do sieci. Życie bez światła ekranu setek przeglądanych stron internetowych. Jako osoba pamiętająca czasy w których życie codzienne przeciętnego człowieka odbywało się bez obecności komputerów i komórek, sam się dziwię jak bardzo rośnie uzależnienie od nich w miarę częstotliwości ich użycia. Teraz Bez komórki, laptopa i Internetu to tak jak by mi odcięto trzy najważniejsze kończyny. Ciągle mam nadzieje że jest to złudzenie.

środa, 4 sierpnia 2010

Hasło przewodnie: wiertarki!

Siedzę dzisiaj cały dzień przed komputerem. Teraz już siedzę ledwie przed ekranem. Kręci mi się lekko w głowie. Cieszę się jednak przynajmniej nie słyszę dźwięku wiertarki. Remont w pobliżu doprowadza mnie do szału. To minie powtarzam. I czekam, czekam na ciszę, która będzie trwała dłużej niż noc. Na jeszcze jedną rzecz mam jeszcze wielką chęć. Pobyć trochę sam. Takie parę dni samotności było by dla mnie zbawieniem. Oczywiście tylko parę. Samotność na dłuższą chwile nie jest dobra.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Krzyż! Jajko czy kura?

Największe poruszenie wśród tłumów Polaków. Zostawić krzyż! Krzyczą. Dawno nie było takich powodów do integracji obywateli. Za dawanych czasów przynajmniej pochody pierwszo majowe. Teraz potrzebny jest powód do wywoływania wojny. Wojny nie religijnej, lecz politycznej. Nie chodzi tu o walkę o wolność wyznania. Ani o uczczenie śmierci Lecha Kaczyńskiego. Krzyż czy tablica pamiątkowa. Czy zmarły prezydent będzie mniej uczczony gdy krzyż zostanie przeniesiony do kościoła? Nie wiem… nie mam zamiaru debatować, ani tym bardziej wojować po żadnej ze stron. Co było pierwsze jajko czy kura? Cała ta sytuacja pachnie jedynie chęcią tłumów do wielkiej zbiorowej integracji wokół jednego celu. I nie ma w tym nic złego. Chyba że się spojrzy przez perspektywę sarmackiego pieniactwa. Hej! Szabelka w dłoń! I dawaj w bój! Vivat pospolite ruszenie!

Pozostałości po zagrożeniu

Od rana mnie drążni jedna podstawowa rzecz. Czemu mimo odwirusowania Google mojego  bloga, podczas wyszukiwania w wyszukiwarce pod nazwą Big Moose Blog wyświetla się fragment ostrzeżenia. Na odmianę po wejściu w stronę ostrzeżenie się nie pojawia. Jednocześnie system narzędzi webmastera Google wykazuje ze witryna jest wolna od wirusów i złośliwego oprogramowania. Ta przykra pozostałość po awarii powoduje u mnie że tak powiem podrażnienie nerwów graniczące z emocjonalną furią. Chciałbym wiedzieć jak to naprawić. Nawet nie wiem do kogo mam się z głosić. Zdaje się że będę musiał w tej sprawie poszperać w Internecie. 

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Na ciemną stronę mocy

Na ciemną stronę mocy chcą mnie przeciągnąć siły nieczyste. Drogami krętymi przechadzając się niczym w gęstwinie pokus unikając jednej pokusy wpadam w ramiona drugiej.  Widmem się staje nie człowiekiem. Czy to jeno złudzenie czy też wizja poczynań skutków. Nie odpowiedzi na pytanie „co?”  lecz „jak?” potrzebuję. Wyplątać się z gęstwin zobowiązań i powinności. Po to tylko żeby starać się o wplątanie w następne. Jest to wszystko jak stąpanie po czarnobiałym żwirze, chcąc za wszelką cenę omijać czarne kamienie stąpając tylko po białych. Sprowadza się tylko do zmniejszania strat.

niedziela, 1 sierpnia 2010

Koniec Stanu zagrożenia!

Na to wygląda że można uznać obecną sytuacje za koniec stanu zagrożenia. Całe szczęście sytuacja awaryjna nie trwała zbyt długo. Za pomocą prostej rejestracji w usłudze narzędzi dla webmasterów Google i przeskanowaniu bloga w ciągu zapowiadanych 24 godzin sytuacja wróciła do normy. Na blogu nie było wirusów ani złośliwego oprogramowania. Cała sytuacja prawdopodobnie była spowodowana przez jednego z reklamodawców którego link znajdował się czasowo na stronie internetowej. Google jako autor aplikacji reklamowej musiał najpierw zaalarmować, a następnie poradzić sobie z tym problemem. Oczywiście wolę myśleć że jakiś wpływ moich poczynań związanych z rejestracją i użyciem narzędzi dla webmasterów Google miało jakiś wpływ na naprawienie sytuacji. Można by wtedy myśleć że blog jest teraz bardziej bezpieczny. Mam nadzieje że sytuacja więcej się nie powtórzy. Wszystkich czytelników przepraszam za ryzyko na jakie zostali narażeni wchodząc na mojego bloga.