środa, 24 marca 2010

Pasztet

Może właśnie tak. Wszystko jest mierzone skalą nonsensu. Dzień zlewa się z dniem, historia z historią a mu buszujemy między najróżniejszymi filarami życia współczesnego. Marudzimy na monotonie. Tą której czasami powinniśmy pragnąć. Może źle to sformułowałem. Niektórzy mówiąc monotonne dodają do zestawu stabilność, systematykę, bezpieczeństwo, ugruntowany plan i pewną przyszłość. Monotonność jest mi znana, zazwyczaj od niej uciekam. Ale cała reszta pojęć nie występuje w moim otoczeniu. Odruchowo, ciśnie się na usta sformułowanie, "taki kraj". Ale te może takie nasze Polskie złudzenie, zakorzenione w romantycznej części duszy, że zawsze istnieje gdzieś ziemia obiecana... kraj gdzie można wreszcie żyć jak człowiek. I taka jest właśnie ta młoda emigracja... romantyzm pomieszany z pragmatyzmem, pragmatyzm z romantyzmem. Dwa bieguny wśród których wielu nie może się odnaleźć. Jak jeszcze wsadzi się w to pesymizm jak w kij w mrowisko to powstaje właśnie taki pasztet. I tu i tam zmagamy się z tymi samymi problemami, której przynajmniej część tworzymy sobie sami, a na kolejną część problemów nie możemy nic poradzić...