niedziela, 28 lutego 2010

Złoto

Po cało nocnym balangowaniu dzisiaj czuje się naprawdę śpiący. Ale Pomyślałem sobie że jeszcze coś napiszę w ten ostatni dzień lutego. Ale prawdę bolą mnie nawet palce. Całe szczęście mogę się wreszcie położyć spać. I prawdę mówiąc ta wczesna pora wcale mi nie przeszkadza. Trzeba było uczcić złoty medal Justyny Kowalczyk. 

czwartek, 25 lutego 2010

Proces startowy


Jak wczoraj zasnąłem to myślałem że już nie wstanę. Cały dzień latania po różnych placówkach z laptopem pod pachą, oraz stertą zapisanych bądź zadrukowanych papierów, wyczerpał mnie trochę. Od wczoraj mnie bolą trochę obojczyki ... podobno noszenie cięższych rzeczy na jednym ramieniu nie jest najlepszym pomyślałem. Nawet jak się zmienia z lewej na prawą, z prawej na lewa stronę. Dzisiaj natomiast, po prostu bałem się że nie wstanę ... bynajmniej nie z bólu ... lecz z zaspania. Nawet budzik trzęsący nad ranem nie tylko mną ale i wszystkimi sąsiadami nie był zbyt bardzo w stanie przekonać mnie do wstania. Jak widać jednak mi się to w końcu udało. Kawa, którą to uwielbiam, postawiła mnie na nogi. I teraz po sprawdzeniu poczty po przeczytaniu najnowszych wpisów paru dobrych blogów mogę się wziąć się do pracy.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Gdzie się podział dzisiejszy dzień?

Dzień mi się zaczął  tak szybko jak praktycznie się skończył. Miałem nawet parę ambitnych planów. Jednakże przy natłoku tylu spraw bieżących nie dało się ich wszystkich zrealizować. Nie było nawet czasu na to żeby marudzić z powodu nastania poniedziałku. Zresztą ostatnie dwa, trzy lata odbywają się tak że każdy dzień zlewa się do tego stopnia że wszystko zlewa się do tego stopnia że już nie ma znaczenia która to część tygodnia. Jednakże od czasu do czasu kołacze mi się po głowie to utrwalone kulturowo powiedzenie: "nie lubię poniedziałku". ... Znowu ktoś mnie zawołał z pokoju przez co wprawił me myśli w totalne rozproszenie. Jak zwykle motywem były aktualne informacje tętniące z kanału TVN 24 tym razem związane ze stosunkami międzynarodowymi na linii Polska Białoruś (i Rosja). W związku z tym zdarzeniem notkę tą zakończę, by wziąć udział w kolejnej dyskusji na temat białoruski, która zapewne nie zakończy się skonstruowaniem jednolitego rozwiązania spornych kwestii.

piątek, 19 lutego 2010

Grudnik zakwitł

Niby śnieg topnieje ale jednak zima trzyma. Jedne ptaszek ćwierkają że zima mroźna, drugie ćwierkają że wręcz przeciwnie, wreszcie zima jest normalna. Na parapecie kwitnie roślina nazwana grudnikiem (Schlumbergera). dwa miesiące później niż zwykle. Więc pewnie zima jeszcze potrwa... cieplejsza, zimniejsza ale śnieżna. Nie powiem żebym był uradowany.

środa, 17 lutego 2010

Przynajmniej On-line

Ech taki kolejny dzień. Taki jak zwykle. Kawa, internetowa skrzynka pocztowa. Przyzwyczajenia poranne opóźniają rozpoczęcie zarówno pracy twórczej jak i odtwórczej. Ale chyba się już czas zebrać. Jeszcze ten wpis na blogu i będzie dobrze. Powtarzam sobie, że jeszcze nie jest źle. Teraz czeka mnie tylko parę godzin zasuwania i będzie dobrze. Chciałbym powiedzieć że, byle do weekendu. Ale to pojecie staje się dla mnie martwe. Ale jednak to powiem... nie jest tak tragicznie. Kawa zaczyna działać, humor zaczyna się poprawiać. 

piątek, 12 lutego 2010

Internet niezbędny

Ta nie ma to jak pracujący weekend. Jeszcze do tego wyjazdowy. Mam nadzieje że przynajmniej złapie gdzieś internet. Coś po prostu przerażającego, dla osoby która coraz częściej dochodzi do wniosku ze jest uzależniona internetu. Codziennie rano poczta, facebook, poczta, internetowe wydanie Newsweeka, poczta I tak w kółko. Aż trochę mam wieczorem tego trochę dosyć. Ale wiem że jutro będzie mi tego brakować. 

czwartek, 11 lutego 2010

Tłusty Czwartek

To drogi dzień w tym tygodniu w którym miłośnicy smacznych przekąsek mają okazje odwołać się do sytuacji świątecznej i zapomnieć o istnieniu takich terminów jak kalorie. Wzruszające prawda.

TVN 24 bez przerwy komisja śledcza. W przerwie informacja o ogłoszeniu wyroku w sprawie molestowania seksualnego w "Samoobronie".

A ja wciąż przed komputerem odwalam kolejne partie pracy papierkowej. O 13:40 wciąż jeszcze nie wsunąłem żadnego pączka. Jakoś się trzymam. Ale oczywiście bez kawy się nie da.

wtorek, 9 lutego 2010

Międzynarodowy Dzień Pizzy

No cóż. Znowu się zastanawiam po co ja chciałem napisać. Rano miałem koncepcje napisania czegoś ambitnego. Jednakże po którejś kawie umknęło mi wszystko z głowy. Pozostała się jedynie myśl o tym że dzisiaj obchodzimy międzynarodowy dzień Pizzy.Jak to się mówi każdy powód do świętowania jest dobry. Tak więc dzisiaj kuchnią władam ja. Jaka potrawa na obiad? ... wiadomo.

czwartek, 4 lutego 2010

Znowu będzie piątek

Zastanawiam się nad tym ile można mieć cierpliwości do słuchania kolejnych przesłuchań komisji śledczej? Głos Donalda Tuska dudni z głośników radia. Odbiornik ustawiony oczywiście na stację Tok FM. I tak z kolejnym kubkiem kawy brnę przez kolejną stertę dokumentacji którą to muszę pochłonąć jak smok wawelski owce. Myślę że zmierzam do końca, co pozwoli mi zamknąć teczkę, wyłączyć radio i wrócić do jaskini. Musiałem z siebie to wypluć, jak i całe to zmęczenie dzisiejszego dnia. Jutro w końcu już piątek.

Kolejny dzień online

Kolejny dziwna rzecz która mnie spotyka w tym roku. Trzeci dzień z rzędu siadam do internetowych zapisków. 
Powiem więcej. Tym postem dopełniam połowy dorobku blogowego z zeszłego roku, oraz jedną trzecią dorobku z pierwszego roku obecności w tym serwisie. Rzeczywiście liczba ta rzuca na kolana. Szczególnie jak porówna się z zaangażowaniem Leweda ( http://szlachta.blogspot.com/ ). Ale no cóż.

Dzień dzisiejszy... hmm jak dla mnie kolejny zwykły dzień. Czyli sterta przyziemnych problemów. Cześć z nich musi mieć oczywiście charakter: dlaczego pieniądze mają skłonności do opuszczania portfela? Czasami to rzeczywiście człowiek chciałby wynieść się gdzieś do lasu żywić się borówkami i mieć gdzieś tą całą cywilizację. Tak .... to jeden z klasyków kryzysu wieku średniego. To jeszcze chyba mimo wszystko dla mnie za wcześnie. Po za tym. gdzie ja bym tam przeżył bez internetu. Co nie zmienia faktu że przydała by się zmiana otoczenia.

środa, 3 lutego 2010

Ile to już czasu mineło?

Czytając parę ostatnich wpisów. Cofnąłem się także do tych pierwszych. We wrześniu tego roku minie 5 lat mojej przygody z blogiem... A 15 lutego miną 3 lata przygody z tym serwisem.
Widać dokładnie że aktywność moja na blogu prowadzonym w serwisie gazety wyborczej aktywność była zdecydowanie większa. Przez dwa lata tam zapisałem sporo więcej postów (dwa trzy razy więcej ...) niż na tym blogu. Zmienił charakter zamieszczanych tekstów. szczególnie że ostatnio coraz częściej pisuje w stanie emocjonalnej i psychicznej furii, względnie skrajnej apatii. Z czego powstają często przemyślenia o bardzo specyficznej maści. Pomaga w tym brak ścisłej tematyki tego tworu internetowego. Kiedyś chyba wspomniałem coś o terapeutycznej funkcji blogów. Coś w tym jest ... Dziwne. Kiedyś przeciętny człowiek zapisał by coś w jakimś kajecie i starał się o to by nikt tego nie przeczytał. A bardziej specyficzne jest to gdy zdarza się to dorosłemu facetowi blogować po omacku zupełnie jak jakiemuś nastolatkowi. Ale może własnie w ten sposób łatwiej spojrzeć na to z perspektywy na pewne sprawy. Nawet jak nikt tego nie czyta. Albo prawie nikt.

wtorek, 2 lutego 2010

Do czego się przyzwyczajamy

Hmmm. Co ja to mówiłem. Ach tak. Podatność na sformułowania.... Teraz od razu kojarzy mi się z marką... i przywiązaniem do niej. Podobnie jesteśmy podatni na obydwie rzeczy. I to częściej niż mogło by się zdawać. Wielu ludzi upiera się że jest kamiennie odporna na reklamy. Potem jak przychodzi co do czego to nagle wielkie zdziwienie. Tak jest i z tym logiem, .... naszej "ulubionej" gazety, kawy, komórki, samochodu. Cholernie łatwo się łatwo przyzwyczaić do tych rzeczy. Więcej dla nas znaczą niż można by się początkowo wydawać.