poniedziałek, 20 grudnia 2010

Kawowy detoks

Nie będę chyba wyjątkiem, jeśli powiem że nie jestem fanem nazbyt wczesnego w stawania. A przyznaje że ostatnimi czasami godzina 4 rano jest porą o której jestem na nogach. I nie ma w zasadzie w tym nic fascynującego. W brew pozorom mnóstwo ludzi jest zmuszona sytuacją do wczesnego wstawania. Do tego stopnia często się to zdarza, że patrząc jedynie z poziomu stylu życia, organizm na tyle się przyzwyczaja, że fakt zmuszania przestaje mieć znaczenie. Natomiast ja jestem osobą która jeszcze się nie przyzwyczaiła. Przynajmniej nie kompletnie. Nazywam to potrzebą stymulacji chemicznej. Nie powiem że były by to jakieś szczególne środki chemiczne. Powiem może bardziej naturalnie - spożywcze. Jednakże ostatnio przeżywam swojego rodzaju detoks. Odstawiłem kawę na rzecz herbaty. Ciekawe jak długo wytrzymam.

sobota, 18 grudnia 2010

Rozliczenia przedświąteczne

Święta się powoli zbliżają. Za świętami nowy rok. W tym roku dosyć wcześnie zaczynam przemyślenia nad zmianami które przyniosły ostatnie miesiące. Na ile stałem się lepszym człowiekiem. O ile udoskonaliłem to co umiem robić. Bez mrugnięcia okiem, mogę powiedzieć o zmianach. Ale czy też o postępie? Wiem że nie jestem jedyną osobą która się nad tym zastanawia. Nie jestem także jedyną osobą która ma wątpliwości co do wartościowania zmian które przyniósł 2010 rok. Większość zmian nie da się określić jednoznacznie, czarne, białe, lepsze gorsze. W moim przypadku ilość zmian w moim życiu, we mnie samym przytłacza mnie do tego stopnia że nie wiem co o tym sądzić. Mam nadzieje, że mimo wszystko większość jest pozytywna. Okres przedświąteczny sprzyja temu żeby to wszystko przeanalizować. Czy nie dało się poradzić sobie z problemami lepiej, zarejestrować większych postępów. Dopiero dzięki takiej analizie będzie można układać plany na przyszły rok. Myślę że źle by było zaczynać 2011 rok bez solidnego planu.

piątek, 17 grudnia 2010

Siedem poniedziałków w tygodniu

Dziwne rzeczy działy się w mym życiu ostatnimi czasy. Bez opamiętania pochłonąłem się w gąszczu pracy, nie wiedząc nawet jaki jest dzień zacząłem zastanawiać nad tym co zgubiłem. A jest coś czego nie mogę odnaleźć. To coś, to dodatkowa porcja czasu. W około mnie krąży nieustanie pomysł, którego główne założenie to wydłużenie doby. Zastanawiam się jedynie nad tym jaka dawka była by odpowiednia. Początkowo zastanawiałem się nad 6 godzinami. tak było w listopadzie. Czym bliżej było grudnia, tym bardziej się zastanawiałem nad tym czy nie wydłużyć doby o kolejno 10, 12, 24 godzin. Przy okazji pojawiały się wizje wydłużenia tygodnia. Szczególnie jeśli chodzi o tą część którą nazywamy weekendem? Prawdę mówiąc ostatnio słowo weekend zaczęło tracić dla mnie znaczenie. Zupełnie tak jakby tydzień zaczął składać się z samych poniedziałków. Prace na które ostatnio dostałem zlecenie pozwoliły mi odżyć, ale jednocześnie ich nawałnica skrępowała mi ręce we wszystkich innych sprawach. Zaległości rosną. Choć wiem że blog to nie pierwsza rzecz o którą powinienem się martwić. Może nie siły fizyczne, ale szczere chęci mnie pchają do tego by słowem chociaż zaznaczyć fakt że nie zostałem zdeptany przez otaczający mnie świat. 

środa, 3 listopada 2010

Dryfujący plan

Siedząc znów na ławeczce w parku, patrze na wyłaniające się z mroku pożółkłe liście. Moczę lewą podeszwę w kałuży i myślę nad tym czy mam na to wszystko czas? Rozsądek mówi o tym że nie. Wstaje i szurając lekko butami wracam do domu. Nocą wychodząc, nocą wracam, ciesząc się iluzją dodatkowej chwili czasu. Za każdym razem gdy myślę o tym kawałku swojego miejsca w internecie obiecuję sobie ułożenie konkretnej konkretnej koncepcji. Tłumacze się, tym że czasami nie jest potrzebny żaden plan. Ale czy warto się podpierać stwierdzeniem "jakoś to będzie"? W blogowaniu ta opcja nie jest zła. Ma w każdym razie swoje zalety. Cieszę się jednak że moje życie w całości nie dryfuje. To był by większy problem.

niedziela, 24 października 2010

Szkoda czasu na marudzenie

Najczęściej dwa dni weekendu to za mało. Gorzej jest gdy weekend skraca się do jednego dnia. W momencie gdy weekend zaczyna się zlewać z resztą częścią tygodnia. Można powiedzieć, że gdy człowiek wyciąga satysfakcje ze swojej pracy, to i fakt małej ilości wolnego czasu nie doskwiera. Ale myślmy realnie. W dzisiejszych czasach, trudno znaleźć wymarzoną pracę. A nawet jeśli trafi się zawód w którym pracownik się realizuje i przy okazji zarabia, to i tak, konieczności posiadania czasu na realizację spraw pozazawodowych. Ech, szkoda czasu na takie marudzenie. Lepiej położyć się wcześniej spać.

czwartek, 21 października 2010

Poszukiwanie kompromisów

Już dawno nie było takiej sytuacji co bym miał tyle roboty. Co gorsza końca jej nie widać. Wracając po ciemku do domu myślałem sobie o tym jak pracuje się dużej korporacji. Biorąc pod uwagę że często ma się do czynienia z mało porywającą intelektualnie pracą i zazwyczaj mocno wyczerpującą. Jak ktoś po pracy ma zwyczaj być aktywny intelektualnie, musi nieustannie szukać kompromisów. Takich które pozwalały by wykonywać codzienne obowiązki, a po tym być gotowym do dalszego, jeszcze bardziej twórczego działania. Nie jest to łatwe. Ale przecież wszyscy musimy sobie radzić. Szkoda że nad wydłużeniem doby nie da się skutecznie popracować. 

wtorek, 12 października 2010

Sieć zobowiązań i zależności

Bardzo specyficzne rzeczy mnie dzisiaj spotykają. Wskazówki zegarka przesuwają się po tarczy cyfrowej niby zanurzone w kisielu. Nogi stąpają po ziemi niczym w głębokim śniegu. Wszystko w około wydaje się takie ociężałe. Co gorsza, także nie wygodne. Ciągle narażające się osoby, zobowiązujące zdarzenia, które nieustannie wiążą mi ręce węzłem gordyjskim. Świat realny wydaje mi się dzisiaj splątany zależnościami niczym sieć internetowa. Jak pytam siebie dlaczego x nie a dlaczego y tak? To gubię się szukając odpowiedzi. Sieć zobowiązań i zależności jest dla mnie dzisiaj wyjątkowo przytłaczająca. Ale to minie. Tak myślę.

piątek, 8 października 2010

Wyrwany z objęć bloga

Koszmarnie zawalony jest ostatnio mój terminarz jest ostatnio. Drażni mnie to poważnie, ale nic nie mogę na to poradzić. Niestety obowiązki zawodowe mocno wyciskają mnie blogersko. W ogóle sytuacja jest dziwna. Niby co pewien czas pojawiają się pewne wątki które z chęcią bym opisał, ale zupełnie nie mam czasu na to żeby dłużej nad tym posiedzieć. Trochę to frustrujące. Mam jednak nadzieje że wcześniej czy później to się skończy. Tym czasem, ponownie muszę wracać, do spraw bieżących, gdyż nie da się ich odkładać w nieskończoność.

czwartek, 16 września 2010

Przeniesiony

Po tym dłuższym okresie czasu powinienem powiedzieć coś… zachwycającego. Jednakże siedząc dzisiaj wieczorem przed komputerem nie przychodzi mi nic takiego do głowy. Po całym dniu gdy otaczają mnie informacje o usunięciu krzyża z pod pałacu prezydenckiego nie mam siły już na jakie kol wiek komentarze na ten temat. Bo co niby powiedzieć, „nareszcie” a może „to hańba”. Skala upolitycznienia każdego ziarnka piasku na tej ziemi przekracza ludzkie pojęcie. Ja jestem zdekoncentrowany? Czasami mam wrażenie że cały świat jest zdekoncentrowany. Wszystko to co się w około dzieje to skupianie się na rzeczach … mniej istotnych. 

czwartek, 9 września 2010

Zdezorientowany

Światło które rzuciło się w me oczy dzisiaj nad ranem, nie pozwoliło mi dzisiaj spać dalej, nęka mnie dzisiaj cały dzień. Czemu, nie mam pojęcia. Duża dawka energii którą daje mi kawa nastraja mnie do walki. Jednakże po kilkunastu kubkach tego płynu i po wielu godzinach pracy, czuje się mocno rozkojarzony. Jak pomyślę o tym że koniec projektu nad którym tym razem siedzę odkłada się cięgle na następne dni wprawia mnie w dodatkowe rozdrażnienie. Teraz jestem po prostu zdezorientowany. Dużo pracy, a efektywność zupełnie nie taka jak bym sobie życzył. 

poniedziałek, 6 września 2010

Aby to pierwszy raz?

Poniedziałkowa dawka informacji wali na kolana. Pogoda za oknem koszmarna. A ja jak zwykle klepie palcami w klawisze, popijając kawę.  Na drodze przede mną mnożą się zadania do tego stopnia że właściwie trudno powoli znaleźć czas nawet na najważniejsze sprawy. Atmosfera powoli zaczyna się robić specyficzna. Jak przy galerniczej pracy. Od nocy do nocy. Wchodzę w noc, która nie wiem kiedy się skończy. Powtarzam sobie tylko: Aby to pierwszy raz?

czwartek, 2 września 2010

Mała kuleczka pchana przez robaka

Nie wiedząc czemu siedzę teraz i patrzę przez okno. Przeideologizowane fragmenty naszego świata przetaczają mi się przed oczyma. Czasami wiadomo, chciało by pewne rzeczy były prostsze. Pozostałe trzeba po prostu uprościć. Kawa która stoi koło mojej prawej ręki i ta która stoi koło mojej lewej ręki, porozumiewają się ze sobą. Robią to o wiele lepiej niż ludzie.  Początek tego miesiąca przyniósł mi na trochę stresu i frustracji, a teraz rozbawienie. My wszyscy wydajemy się śmieszni, jak spojrzeć z boku. Jak robaczki wpychające pod górkę kulisty kawałek gówienka. Robiąc to przez większość czasu boimy się powiedzieć co o tym wszystkim myślimy.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Matrix

Prasa, prasa, prasa. Czuję się stęskniony, za gazetą i chwilą świętego spokoju. Niestety natłok pracy w dużym stopniu ogranicza moje wolne chwile. Prawdę mówiąc, nie pamiętam kiedy ostatnio znajdowałem się w innej sytuacji. Do tego mam nieustanne wrażenie wiecznej walki z oderwaniem się od ekranu komputera. Nawet teraz, pisząc te słowa w Wordzie, mam ochotę sięgnąć po tą wirtualną kartkę i wyrwać ją z objęć  światła ekranu. Mam  nieustanne poczucie przebywania w świecie wirtualnym. Świat rzeczywisty, jakby przede mną się zamykał. Materia mej osoby staje się powoli iluzją. Tłumaczę się tym zazwyczaj, że godzin spędzonych przed komputerem wymaga moja praca, całe moje życie.  Wsiąkam w środowisko wirtualne jak do baśniowej krainy. Baśniowej? T o świat rzeczywisty zaczyna się wydawać baśniowy. Jakby mieszanką legend, kryminałów, romansów i dramatów, w szczególności dramatów. Jedynie fakt, że ciągle jestem w stanie zamknąć komputer. Odłączyć się od sieci i po prostu wyjść do rzeczywistego świata, do prawdziwych ludzi. Usiąść od czasu do czasu w parku z gazetą w ręku. Czymś co naprawdę istnieje, czego mogę dotknąć, powąchać…

czwartek, 26 sierpnia 2010

Baśniowe chwile

Jedna kreska, druga kreska, orszak kolejna kreska którą wycinam nożem w ławce. Patrzę w błękitne niebo. Male chmurki na niebie i promienie słońca pieszczą oczy. Ta piękna zieleń która idealnie komponuje się błękitem i bielą! Nie ma języka który oddał by to piękno. Opieram się plecami o ścianę chaty która wyglądem mogła by przypominać karczmę z „Pana Tadeusza”. Na kolanach drewniana misa ze świerzym chlebem i twarogiem ze szczypiorem. W takich baśniowych chwilach chcę żeby czas się zatrzymał.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Skupienie/Natchnienie

Szukam inwencji twórczej. Oczywiście w momencie pisania tych słów, skupienie me zostało zmącone dźwiękiem nadchodzących sms-ów. Kolejne jakże ważne promocje muszą koniecznie zawracać głowę. Jak się nie rozejrzeć, wszędzie jest mnóstwo rzeczy mających skłonności do rozpraszania. Kolejne zdanie przypieczętowane telefoniczną pomyłką. Hałas budowy za oknem drażni od dawna, do tego stopnia że niedługo będzie drażnić jego brak.  Nerwica, wrzody, litry wpijanej kawy, nieustanny zgiełk. Rzeczy tak oczywiste dla nas mieszczuchów. Godne to całych tomów poezji. Rozprasza? Tylko tak się mówi? Mówimy tak często o tym bez czego nie moglibyśmy się skupić. To tylko natchnienia czasami nam brakuje. 

niedziela, 22 sierpnia 2010

Czort

Prawdę mówiąc to nie chciałem dzisiaj z łóżka. Niechęć do poruszania się w świecie którego do końca nie jestem w stanie zaakceptować napędzała we mnie nie małe rozdrażnienie. Nie mogąc się jednocześnie zgodzić na marnotrawstwo czasu wstałem splunąłem na ziemie i poszedłem do kuchni przyrządzić kawę która postawiła by mnie na nogi. Oganiam się nieustannie od małego czorta który lata mi pod nogami i rzuca pod nie kłody. Ten malutki z pozoru nieszkodliwy demonik zwany przez niektórych złym losem, ma chyba swoich ulubieńców. Ciągle sobie powtarzam ze mimo wszystko nie jestem jednym z nich.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Samodyscyplina

Co mam powiedzieć na temat dzisiejszego dnia. W zasadzie nic ciekawego dzisiaj w planie nie mam. Postanowiłem że dzisiejszy dzień będzie ostatnim kończący pewien etap w tym miesiącu. Dalej będzie trzeba będzie radzić sobie bez innych takich bajerów jak dłuższy odpoczynek. Nie ma co ukrywać zadania które przede mną czekają muszą po prostu być wykonane. Pewnych obowiązków nie można unikać w nieskończoność. W związku z tym konieczne będzie ruszenie z kopyta. Konieczna jest swego rodzaju samodyscyplina. Nie ma wyjścia.

piątek, 13 sierpnia 2010

Pytania

Na co się patrzycie niewolnicy sumienia – rzekło widmo. Zniknęło, poleciało we własną stronę, pozostawiając mnie w leżącego w kałuży rozpaczy. Obróciwszy się na plecy spojrzałem w kłębowisko chmur przetaczające się przez nieboskłon. Powiedziałem: czego chcesz ode mnie? Chwilę to zajęło zanim wstałem i poszedłem w dal zostawiając za sobą miejsce w którym nie uzyskałem odpowiedzi. Czemu zadaje wciąż pytania na które odpowiedzi nie uzyskam. Pewnie to czysto ludzkie przyzwyczajenie. Oczekiwanie na to aż ktoś coś zrobi za nas. Odpowie na pytania na które sami powinniśmy znaleźć odpowiedzieć.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Daleko do lodówki

Kolejna butelka coca coli stoi na stole. Do kuchni mam strasznie daleko. Głód mnie ssie, ale lenistwo podpowiada mi: nie chce Ci się robić śniadania. Wczorajsze popołudnie spędziłem na oglądaniu meczu Legii Warszawy i Arsenal’u Londyn. Mecz przegrany 5:6 przez Legionistów, ale za to jaki piękny. Aż mi się patrzyło jak chłopaki grają. Nie każdy jest w stanie w ta rewelacyjny sposób podjąć wyzwanie. W ten sposób zakończyły się efektowne atrakcje tego weekendu. Teraz mogę pocieszyć się zaciszem domu. Tradycyjne rozrywki, siedzenie przed komputerem, przemykanie po sieci, książka która czeka na mnie na półce. Niedziela pełną gębą. Nabrać trzeba energii przed kolejnym tygodniem.

sobota, 7 sierpnia 2010

Kawa i internet na śniadanie

Wstałem dzisiaj z zatkanym nosem. Pierwszą rzeczą którą zapragnąłem do kubek pełen słodkiej kawy z mlekiem. Prawdę rzecz ujmując, to co może być lepszego z rana.  Po włączeniu telewizora przełączyłem na jeden z programów Discovery. Jeść mi się jeszcze nie chce. Najważniejsza jest kawa. Oraz oczywiście podłączenie się do sieci. Życie bez światła ekranu setek przeglądanych stron internetowych. Jako osoba pamiętająca czasy w których życie codzienne przeciętnego człowieka odbywało się bez obecności komputerów i komórek, sam się dziwię jak bardzo rośnie uzależnienie od nich w miarę częstotliwości ich użycia. Teraz Bez komórki, laptopa i Internetu to tak jak by mi odcięto trzy najważniejsze kończyny. Ciągle mam nadzieje że jest to złudzenie.

środa, 4 sierpnia 2010

Hasło przewodnie: wiertarki!

Siedzę dzisiaj cały dzień przed komputerem. Teraz już siedzę ledwie przed ekranem. Kręci mi się lekko w głowie. Cieszę się jednak przynajmniej nie słyszę dźwięku wiertarki. Remont w pobliżu doprowadza mnie do szału. To minie powtarzam. I czekam, czekam na ciszę, która będzie trwała dłużej niż noc. Na jeszcze jedną rzecz mam jeszcze wielką chęć. Pobyć trochę sam. Takie parę dni samotności było by dla mnie zbawieniem. Oczywiście tylko parę. Samotność na dłuższą chwile nie jest dobra.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Krzyż! Jajko czy kura?

Największe poruszenie wśród tłumów Polaków. Zostawić krzyż! Krzyczą. Dawno nie było takich powodów do integracji obywateli. Za dawanych czasów przynajmniej pochody pierwszo majowe. Teraz potrzebny jest powód do wywoływania wojny. Wojny nie religijnej, lecz politycznej. Nie chodzi tu o walkę o wolność wyznania. Ani o uczczenie śmierci Lecha Kaczyńskiego. Krzyż czy tablica pamiątkowa. Czy zmarły prezydent będzie mniej uczczony gdy krzyż zostanie przeniesiony do kościoła? Nie wiem… nie mam zamiaru debatować, ani tym bardziej wojować po żadnej ze stron. Co było pierwsze jajko czy kura? Cała ta sytuacja pachnie jedynie chęcią tłumów do wielkiej zbiorowej integracji wokół jednego celu. I nie ma w tym nic złego. Chyba że się spojrzy przez perspektywę sarmackiego pieniactwa. Hej! Szabelka w dłoń! I dawaj w bój! Vivat pospolite ruszenie!

Pozostałości po zagrożeniu

Od rana mnie drążni jedna podstawowa rzecz. Czemu mimo odwirusowania Google mojego  bloga, podczas wyszukiwania w wyszukiwarce pod nazwą Big Moose Blog wyświetla się fragment ostrzeżenia. Na odmianę po wejściu w stronę ostrzeżenie się nie pojawia. Jednocześnie system narzędzi webmastera Google wykazuje ze witryna jest wolna od wirusów i złośliwego oprogramowania. Ta przykra pozostałość po awarii powoduje u mnie że tak powiem podrażnienie nerwów graniczące z emocjonalną furią. Chciałbym wiedzieć jak to naprawić. Nawet nie wiem do kogo mam się z głosić. Zdaje się że będę musiał w tej sprawie poszperać w Internecie. 

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Na ciemną stronę mocy

Na ciemną stronę mocy chcą mnie przeciągnąć siły nieczyste. Drogami krętymi przechadzając się niczym w gęstwinie pokus unikając jednej pokusy wpadam w ramiona drugiej.  Widmem się staje nie człowiekiem. Czy to jeno złudzenie czy też wizja poczynań skutków. Nie odpowiedzi na pytanie „co?”  lecz „jak?” potrzebuję. Wyplątać się z gęstwin zobowiązań i powinności. Po to tylko żeby starać się o wplątanie w następne. Jest to wszystko jak stąpanie po czarnobiałym żwirze, chcąc za wszelką cenę omijać czarne kamienie stąpając tylko po białych. Sprowadza się tylko do zmniejszania strat.

niedziela, 1 sierpnia 2010

Koniec Stanu zagrożenia!

Na to wygląda że można uznać obecną sytuacje za koniec stanu zagrożenia. Całe szczęście sytuacja awaryjna nie trwała zbyt długo. Za pomocą prostej rejestracji w usłudze narzędzi dla webmasterów Google i przeskanowaniu bloga w ciągu zapowiadanych 24 godzin sytuacja wróciła do normy. Na blogu nie było wirusów ani złośliwego oprogramowania. Cała sytuacja prawdopodobnie była spowodowana przez jednego z reklamodawców którego link znajdował się czasowo na stronie internetowej. Google jako autor aplikacji reklamowej musiał najpierw zaalarmować, a następnie poradzić sobie z tym problemem. Oczywiście wolę myśleć że jakiś wpływ moich poczynań związanych z rejestracją i użyciem narzędzi dla webmasterów Google miało jakiś wpływ na naprawienie sytuacji. Można by wtedy myśleć że blog jest teraz bardziej bezpieczny. Mam nadzieje że sytuacja więcej się nie powtórzy. Wszystkich czytelników przepraszam za ryzyko na jakie zostali narażeni wchodząc na mojego bloga. 

sobota, 31 lipca 2010

Stan Zagrożenia!

Z przykrością informuję że według moich danych w dniu dzisiejszym mój blog zosał zaatakowany złośliwym  oprogramowaniem. Zresztą osoby które dotychczas mogły wejść na znany nam wszystkim adres bloga zostały o tym poinformowane komunikatem:
Ostrzeżenie: Odwiedzenie tej witryny może spowodować uszkodzenie komputera.
Witryna pod adresem big-moose.blogspot.com zawiera elementy pochodzące z witrynybin.clearspring.com prawdopodobnie zawierającej złośliwe oprogramowanie, które może zaszkodzić komputerowi lub w inny sposób działać bez zgody użytkownika. Samo odwiedzenie witryny zawierającej złośliwe oprogramowanie może spowodować zainfekowanie komputera.
Więcej informacji na temat problemów występujących we wskazanych elementach znajduje się na stronie Strona diagnostyczna Safe Browsing dla domeny bin.clearspring.com.
Więcej informacji na temat ochrony przed szkodliwym oprogramowaniem w internecie.

Wymieniona w komunikacie strona internetowa z której pochodzą elementy posiadające złośliwe oprogramowanie nie jest mi znana. Na pewno takiego oprogramowania na swoim blogu nie umieszczałem. Jedynymi materiałami umieszczanymi na blogu jest słowo pisane zamieszczane wg formularza bloggera. Ze względu na zaistniałą sytuację podjąłem działania wg mojej wiedzy i informacji znalezionych w Internecie mające na celu naprawienie obecnej sytuacji. Próbując iść za mglistymi poradami serwisów Google mam nadzieje że dojdę do szczęśliwego zakończenia tej tragicznej sytuacji. Jeśli ktoś z czytelników mimo ostrzeżeń „Google” zajrzał na ten blog a jest w stanie udzielić pomocy merytorycznej pomocy rzecz jasna będę wdzięczny.

piątek, 30 lipca 2010

Wiara w nie wiarę

Nigdy nie uważałem się za osobę … może tak … uważam siebie za grzesznika (zwykłego jeśli można tak to ująć). Ale jak daleko mi do odejścia od wiary. Czasami mam swoje chwile zwątpienia. Jednakże rozum i dusza przyciąga mnie zazwyczaj powrotem na ścieżkę którą kroczyłem przedtem.  Jak już wspomniałem w komentarzach do poprzedniej notki …  Twierdzenie że nie ma Boga jest oparte na wierze, tak samo jak twierdzenie że Bóg jest.
Dla mnie wybór jest oczywisty. Nie mam zamiaru nurzać się w ateiźmie. 

czwartek, 29 lipca 2010

Nie ma - powiedział. Co mu odpowiesz?

Są takie chwile w których łapie mnie przerażenie w których spoglądam wstecz. Jak najdalej mogę sięgnąć pamięcią i jeszcze dalej. Potem patrzę w przyszłość, dalej niż mogę zaplanować. I nie widzę nic. Pełna pustka. Czarna dziura która zaczynająca mnie pochłaniać. Chwyta mnie wtedy strach demon grzebiący w głowie. Kołaczące się w głowie stwierdzenie, tam nic nie ma. Niema tam, potem ani przedtem. Jest tylko taki świat jaki znasz tu i teraz. Cały mój umysł wyrywa się z tego obłędu. Przeczy tej tezie, chcąc by pozostała obca, nieprawdziwa. A jeśli to tylko strach – pyta się demon – Jeśli tylko strach trzyma cię przy wierze w jakieś głębsze istnienie? Uciekam zawsze od tych chwil nie znając pewnego potwierdzenia na żadnej z tez o istnieniu i nieistnieniu życia po śmierci. Wole wierzyć. W to że jest coś więcej. Że to coś więcej niż tylko chemiczno biologiczna reakcja zwana potocznie strachem. Tak jest łatwiej powiecie? Nie ma łatwiejszego rozwiązania.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Nagła zmiana pogody

Niesamowite jak bardzo może męcząca taka sytuacja pobytu w ciepłym pomieszczeniu. Chyba naprawdę ostatnio rzucało mi na głowę od siedzenia w takim upale. Miałem tego trochę dosyć. Teraz oczywiście jest lepiej. Od pewnego czasu jest chłodniej. Jestem z tego bardzo zadowolony. Nawet Bartolomeo pokusił się o swego rodzaju pochwałę pogody.  Tymczasem zasiadłem spokojnie przed komputerem ciesząc się chwilą wolnego czasu po pracy. Z głośników dobiegają dźwięki nadawane przez Eskę Rock. Przyznaję że dzisiaj padają one na podatny grunt. Innego rodzaju muzyka przypuszczalnie nie znalazła by u mnie dzisiaj posłuchu. I to mówię ja, osoba która na co dzień nie stroni od muzyki różnych gatunków z muzyka poważną włącznie. Przypuszczam że w dniu dzisiejszym też zbyt długo nie spędzę czasu w domu, jednakże nie mogłem zakończyć bez odwiedzenia paru stron. Pewne spotkania ze znajomymi są konieczne do nadrobienia. Nawet jeśli jest to poniedziałek. Przyznaje że ostatnio dni tygodnia w moim kalendarzu zaczynają odgrywać inną rolę niż jest to tradycyjnie przyjęte. Weekend przestaje być sobotą i niedziela, staję się, żeby tak powiedzieć … mobilny. Zresztą jak ja to mówię taki weekend to nie weekend. Z wypoczynkiem przestaje mieć niewiele wspólnego. Rolę tradycyjnego weekendu zaczynają odgrywać dni w których po prostu nie ma nawału pracy. Współczesny człowiek musi sobie z tym poradzić. Przed pewnymi rzeczami. Nie da się uciec.

piątek, 23 lipca 2010

Do d*** z takim upałem

I oto w ten sposób nadszedł piątek. Prawdę mówiąc pogoda męczy mnie okropnie. Upał i zerowy wiatr sprawia że głowa mi pęka. Gdzieś przewinęła się informacja że ma być zmiana pogody w weekend. Naprawdę było by to dla mnie zbawieniem. Do to go jak bym dołączył chwile odpoczynku. Jestem ostanimi dniami zganiany, co sprawia że jestem fizycznie wycieńczony. Chęci twórcze są dzisiaj u mnie większe niż możliwości fizyczne mojego organizmu.

środa, 21 lipca 2010

Od samopoczucia do...

Zgromadzenie wszystkich rodzajów mojego własnego ja przed ekranem komputera, przy siatce czereśni. To zobaczyć można wchodząc do oświetlonego pomieszczenia w pewnym budynku w centrum miasta. Ale czy jest to widok któremu trzeba się dziwić? Nie. Ja mogę się dziwić że jem czereśnie. A przynajmniej jej ilością w siatce. Jest to owoc którego zazwyczaj nie jadam w w dużej ilości. Pomyślałem jednak że raz mogę zrobić wyjątek. 
W poniedziałek zacząłem pisać o samopoczuciu, biorąc w ten sam nawias komentarze, zeszło na ścieżkę pojęć dobra i zła, aż doszło aż do samego Boga. Nie wiem czy jestem akurat osobą odpowiednią do tego by mówić o Bogu. Ja grzesznik jak wielu, osoba słaba i ułomna, nieświadoma nawet wszystkich swoich ułomności. Ale też nie mówić? To też nie jest rozwiązanie. To by można potraktować jako "bierne" traktowanie sprawy jako nie byłej. Myślę jednak, że aby pisać o Bogu, trzeba mieć do tego talent. Ja czuję się w tej tematyce nie pewnie. To jak widzieć napisane piękne słowa, a zastanawiać się nad tym czy to nie bluźnierstwo. 

poniedziałek, 19 lipca 2010

Samopoczucie

Totalna odmiana pogodowa. Wreszcie chłodno. Czuje się teraz człowiek, a nie jak zwierze zamknięte w klatce. Odpowiednia temperatura wróciła mi życie. Kawa smakuje na powrót jak nektar bogów. Teraz mogę powiedzieć że wreszcie mogę działać. Wiem wiem. Zaczynam się lekko powtarzać w tym temacie. Jak by pogoda była najbardziej istotną sprawą. Samopoczucie jest jedną z fundamentalnych rzeczy dla człowieka. I nie ma co składać deklaracji że są ważniejsze sprawy, bardziej wzniosłe, wartościowe z punktu widzenia ideologicznego itd. Ale nie da się ukryć, jedną z tych rzeczy którymi się kierujemy jest własne samopoczucie. Czy czynimy zło, czy dobro, oficjalną, główną motywacją jest coś innego, zawsze obok pojawia się motyw samopoczucia. Pełni on główną rolę częściej niż by się nam zdawało, czy też byśmy sobie tego życzyli. Nie powiemy przecież na głos że pomagamy starszej sąsiadce wnieść na piętro zakupy, aby mieć lepsze samopoczucie. Zabrzmiało by to zbyt egoistycznie. Mimo że to dobrze świadczy o człowieku, że takie rzeczy poprawiają samopoczucie.

niedziela, 18 lipca 2010

Deszcz

Deszcz luną niczym zbawienie po wielodniowym upale. Gromy z nieba spełniły niepewną obietnicę tego niosącego ulgę zjawiska. Z radością witam tę chwilę chłodu, która zapewne minie szybciej niż by sucha ziemia tego sobie życzyła. Taki o to początek dzisiejszego dnia. Oby przyniósł on więcej pozytywnych skutków niż poprzednie. Tymczasem, starym zwyczajem, zasiadłem do komputera, wpadając w objęcia sieci i z o wiele większą łatwością i przyjemnością zabrałem się za elektroniczne sprawunki. Radość mi to przynosi o tyle, że odblokowawszy się robię wszystko lepiej. A przecież jeszcze wiele do zrobienia.

środa, 14 lipca 2010

Sznurówki

Lipiec stał się dla mnie bardzo niebezpiecznym miesiącem. Temperatura i totalna duchota mnie totalnie rozstraja. W dzień czuje się przymulony, a w nocy fizycznie padnięty. Szlak mnie bierze na myśl o tym że pogoda, oraz pewne zobowiązania których się podjąłem totalnie dezorganizują moje działania. Czuję się jak bym biegł ze związanymi sznurówkami, nieustannie się potykając. Mam nadzieje że już niedługo wyjdę na prostą.

czwartek, 1 lipca 2010

Kolejny miesiąc

I stało się. Kolejny miesiąc mojej jako takiej jako takiej działalności blogerskiej. Trochę się zaktywowałem. Choć przyznaje że treść powstaje trochę dziwna. Szczególnie jak przeważa kategoria luźnych zapisków. Z pewną dozą gadania o samej ... jak by to ująć ... ideologii pisania bloga? Coś w tym stylu. Także pisanie pod wpływem chwili sprawia że tematyka trochę dryfuje. Ale czy to do końca źle? To jak znaleźć się bez nawigacji po środku oceanu i kombinować jak tu dopłynąć do brzegu którego nie widać. To ja może na dzisiaj skończę zanim utopie się w metaforze.

wtorek, 29 czerwca 2010

Byle nie za wolno

Nowy tydzień przyniósł mi taką ilość pracy że sam teraz nie mam pojęcia czy to jeszcze poniedziałek czy może już środa. Do tego mam wrażenie że wszystko co robię jest nieefektywne. Wiem że nie jest zgodne z prawdą. A co jest? To że na efekt mych działań będę musiał poczekać. Prawdą jest także to, że jestem z natury osobą, nieco niecierpliwą. Co akurat potęguje charakter zajęć którymi obecnie się zajmuję. Czasami zdaje mi się że świat w pewnych aspektach działa zbyt wolno. A przynajmniej na tyle wolno, by nie można było brać na poważnie gadek, o szkodliwych skutkach pośpiechu.

sobota, 26 czerwca 2010

"Osiołkowi w żłobie dano ..."

Wraz z pięknym dniem jakim jest sobota, nadeszła także ładna pogoda. Wreszcie. Tego własnie może oczekiwać od weekendu. Chwili świętego spokoju, słońca, ławki i dobrej książki. Co nie znaczy oczywiście że mnie nie ciągnie do ponownego zanurzenia się w sieci. Czego jawnym dowodem jest kolejny wpis na blogu. Jak by dwie części tej samej osoby. Jedna pragnęła wyjść z książką, gazetą do parku, powygrzewać się w słońcu; druga zaś chciała pozostać w cieniu murów, gdzie jedynym źródłem światła jest monitor komputera. Nic tylko zanurzyć się w gąszczu informacji internetu. "Osiołkowi w żłobie dano ..."

piątek, 25 czerwca 2010

Mdłe jest złe

Jakoś sobie radzę z tym ostatnim dniem przed weekendem. Tym zblokowaniem dwóch miłych dni. Ech.... co za mdłe gadanie. Każdemu może się znudzić. To chyba przymulenie pracą sprawia że ludzie zaczynają  gadać jak zombi. Dosyć mam tego. Biorę kolejny kubek z kawą, i idę czytać to co znowu nabazgrał Bartolomeo. Po tym całym śnie zimowym chyba się obudził, zrobił remanent a teraz robi jakieś zamieszanie. Aż mnie to trochę bawi. Muszę to przeczytać jeszcze raz.

środa, 23 czerwca 2010

Zlewanie się dni

Zacząłem się zastanawiać nad tym jaki dzisiaj dzień. Poważnie się wahałem między wtorkiem a środą, licząc po kolei wszystkie rzeczy jakie ostatnio robiłem, próbując je przypisać do konkretnych dat. Poziom zlewania poszczególnych dni, hmmm mogę powiedzieć tylko że jest wysoki. Nie wiem czy określić to jako stan pozytywny czy negatywny. Zawsze można odrzec, "zależy co się robi i czy to sprawia przyjemność, przynosi korzyści itd." W zależności co, kto uważa za wartość bardziej istotną. Wiadomo jedno na pewno, pociąga to za sobą brak poczucia czasu, a zatem i zmianę stanu świadomości. Co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na nas i na nasze życie.

niedziela, 20 czerwca 2010

Jak pietruszka

Zabawne, jak to te parę istotnych rzeczy, które mam z głowy sprawiły że zupełnie inaczej się czuję. Czytając ostatnie notki Lewed'a (Wednesday, June 16, 2010 She is makingspodobał mi się tekst o źródłach inspiracji, szczególnie ten przykład z pietruszką. Pomyślałem sobie o tym, że w ogóle pisanie bloga jest jak jedzenie pietruszki w celu zabicia woni czosnku, smrodu rzeczywistości świata, której nie akceptujemy. Rzeczywistości której chcemy zmienić, a przynajmniej skorygować. Niektórzy nazywają to poczuciem misji. Dziwne jak wiele osób przyznaje się do jej posiadania. Nawet jak większość z nas nie ma kompletnej wizji jak ten świat powinien wyglądać. Świadomość że coś jest nie tak, że pewne sprawy nie powinny odbywać się w taki sposób jak ma to miejsce w naszej rzeczywistości, jest fundamentalnym pierwszym  krokiem.

środa, 16 czerwca 2010

Wyrwanie ze szponów internetu

Totalne zaćmienie internetowe mnie dorwało. Jak by jakaś silna ręka wyrwała mnie z objęć internetowej sieci. I nie pozwoliła mi działać jako sprawnemu internaucie i blogerowi. Jakoś przez ten dłuższy czas nic specjalnie nie mogłem na to poradzić. I prawdę mówiąc nie wiem już teraz mogę. Pierwszy krok postawiłem. To już coś. Piszę szybko to co głowa przekazuje to palców stukających o klawiaturę. I jakoś idzie. Bez specjalnej myśli przewodniej, ani niczego bardziej lub mniej podobnego. Przyznaje że łatwiej mi ostatnio czytać blogi, niż tworzyć ten tutaj. Może potrzebuje trochę inspiracji. Chęci mi wciąż nie brakuje.

niedziela, 6 czerwca 2010

Jakby nie było jutra

Nie ma to jak dobry odpoczynek. Dobra kawa. Gazeta, oraz ta cala reszta na którą można sobie pozwolić w przypadku gdy wreszcie ma się kawałek wolnego czasu. Dłuższy weekend jest bardzo przydatną rzeczą. Czasami mnie denerwuje że takie chwile się kończą. W takich momentach wolę nie myśleć o tym co będzie dalej. Jak by nie było jutra.

wtorek, 1 czerwca 2010

Jak wykroić trochę czasu?

Zaczyna się już piąty miesiąc mojej wzmożonej aktywności w tym miejscu. O wiele większej niż przez pozostały czas w działalności w tym serwisie. Wreszcie mogę uczciwe powiedzieć że zaczynam się przyzwyczajać do takiej działalności. Ale ciągle się jeszcze merytorycznie nie rozkręciłem. Ciągle jakoś brakuje czasu żeby usiąść na dłużej do twórczego pisania. A i jak człowiek ma natchnienie to nawet klawiatury w pobliżu nie ma. A jak wracam do domu to zazwyczaj mam ochotę odłożyć wszystko na później. Może powinienem zacząć zapisywać na kartkach te myśli o których ucieczkę się boję. Był by to jakiś patent. Z drugiej strony, jak się potem w tym wszystkim połapać. Ale jak to się mówi. Zawsze jakiś patent się znajdzie.

niedziela, 30 maja 2010

W domu najlepiej

Niesamowite uczucie cieszyć się radością pobytu we własnym domu. Człowiek zaczyna bardziej się cieszyć takimi rzeczami dopiero jak poważnie za tęskni. Po kilku dniach podróży postanowiłem wreszcie posiedzieć we własnych czterech ścianach. Zrobię to ze szczerą przyjemnością. Nie ukrywam także że z radością witam stały dostęp do internetu. W stanie ciągłego przemieszczania czułem się jak na marynarz na morzu, który tylko raz na jakiś czas odwiedza port.

sobota, 29 maja 2010

Powódź

Podróż  po zalanej Polsce przyprawia o smutek. Prawdę mówiąc słowa tego nie opiszą. Człowiek patrząc na te obrazy zaczyna się cieszyć każdą suchą płaszczyzną na swoim ciele. Teraz z pełną ulgą zasiadłem w domu przed ekranem komputera, grzejąc się ciepłem jego światła. Czuję się zmęczony, choć cało zło powodzi ominęło mnie szerokim łukiem, zupełnie jakby ziemia po której stąpam leżała zupełnie w innym rejonie świata. A jednak. To co widać na szkle telewizora nie oddaje nawet części tej katastrofy. A od rzeczywistości dzieli odległość tak mała jak grubość szkła.

wtorek, 25 maja 2010

Serwis blogerski - serwis społecznościowy

Specyficzne zestawienie: serwis społecznościowy i serwis blogerski. Jakkolwiek dziwnie by brzmiały obydwa pojęcia ich istnienia nie da się zaprzeczyć. Powiedział bym nawet współistnienia. Motyw społecznościowego wśród serwisów blogerskich zazwyczaj się delikatnie (lub mniej) wplata. Czasami się zastanawiam czego jest więcej w poszczególnym serwisie. Widać to często bardziej w poszczególnych blogach niż w samej konstrukcji serwisu. Jest to uwidaczniająca się niesamowita chęć internautów (a więc i blogerów) do integrowania się w grupy. Chęć pokazania się. Rozpowszechnienia tego co się napisało. Często chęć posiadania dużej ilości komentarzy, linków do swojego bloga, dużej liczby odwiedzin, obserwatorów itd. powoduje otępiały pęd osiągnięcia tych celów na stałe powiązany z przerostem formy nad treścią. Tak powstają tzw. nie pisane zasady serwisu: komentarz za komentarz, link za link itd. Wiadomo że każdy z nas blogerów chciałby żeby ktoś czytał te nasze "wypociny". Ale powinniśmy pamiętać, szczególnie ci młodsi z nas, że to nabijanie statystyk odwiedzin, sztuczne, puste komentarze to pic na wodę. Bo wstukując te parę słów komentarza na oślep, choć parę osób przeczyta uważnie to co komentuje? Cieszmy się więc tą jedną osobą która przeczyta uważnie to co napisaliśmy i choćby z nami się nie zgadzała to i tak więcej warta jest od pozostałej setki która się nie pofatygowała przeczytać paru zdań więcej niż tytuł.

Newsweek na sprzedaż

Tak, tak. Amerykańskie wydanie Newsweek'a idzie na sprzedaż. Coś niesamowitego. Doczytując artykuły z zeszło tygodniowego numeru Newsweeka w polskiej edycji trafiłem na ten. "Oddam tygodnik w dobre ręce" (Newsweek Polska 21/2010 - 23.05.2010). Wkleił bym link do niego, ale jeszcze w całości nie pojawił się w internecie.  Przyznaje że zdziwiła mnie treść tego artykułu. Kryzysu czasopisma tego formatu się nie spodziewałem. Szczególnie że zazwyczaj się mówi o kryzysie gazet codziennych ("Nakłady amerykańskich gazet topnieją w oczach"). Co ciekawe zagraniczne wydania Newsweeka mają się o wiele lepiej. Polskie wydanie Newsweeka chwali się nawet wzrostem sprzedaży: Co raz lepsza sprzedaż Newsweeka. Pozostało nam tylko czekać na informacje o nowym nabywcy Newsweeka. Ob doprowadził to czasopismo do płynności finansowej. Jak przypuszczam, może się to wiązać z pewnymi zmianami w jego strukturze. Chociaż niekoniecznie zauważalnymi gołym okiem.

poniedziałek, 24 maja 2010

Rozgrzewka

Niesamowite jak to czas leci. Dzień dzisiejszy niespodzianek jak na razie mi nie przynosi. Bardzo mnie to cieszy. Zbieram się od pewnego czasu żeby zająć się trochę swoim kontem na portalu salon24. Ale prawdę ostatnio miałem mniej czasu niż ochoty. Ale cóż czynić. Można powiedzieć że malutki kryzys twórczy. Ale to pewnie minie. Jak zwykle. Trzeba po prostu się trochę rozruszać. Jak po długim okresie bez treningu. Jak sportowa rozgrzewka na kacu. Czasami mi się zdaje jak by cały świat był skacowany.

środa, 19 maja 2010

Paplanie o firmie

Dzisiejsza notka która umieszczę na blogu inspirowana jest pewnym niuansem poruszonym na swym blogu przez Leweda. Tu muszę przyznać mu rację. Prawie każdemu bloggerowi odradzał bym pisanie o swojej pracy, w momencie gdy nie jest ona głównym tematem bloga. Mnóstwo internautów (nie tylko blogerów) miało problemy przez nierozsądne paplanie o firmie w której pracuje. Także uważajmy czasami na to co piszemy. Bo nie każdy szef jest blogerem z którym łatwo nawiązać nić porozumienia.

wtorek, 18 maja 2010

W firmie

Na to wygląda że się lekko rozkładam na skutek biegania po ulicach zalanych strugami deszczu w letniej kurtce i niekoniecznie używając narzędzia ochronnego zwanego parasolem. W związku z tym siedzę teraz przed ekranem monitora, który jest jedynym źródłem światła w pomieszczeniu. Wcześniej zasłoniłem wszystkie okna gdyż widok chmur i strug deszczu spływających po szybie tylko mnie rozdrażniał. Wystarczy że cieknie mi z nosa. Drewniane głośniki wierzy wydają dźwięki nadawane przez stację TOK FM. Skutecznie to zakłóca dudnienie kropel o szyby. Dźwięk czajnika który właśnie został włączony rozproszył moje myśli. Denerwuje mnie jego dźwięk, zazwyczaj w momencie gdy jest nieustannie używany. A w firmie chodzi on nieustannie. Jak pomyśleć o tym że jest to jednocześnie chyba najbardziej energochłonne urządzenie elektryczne w całym budynku to aż dreszcze przechodzą cale ciało na myśl o cyfrach które pojawią się na rachunku za prąd. Na szczęście to nie moja działka. Szef siedzi na konferencji od której się wkręciłem. Kadrowej dzisiaj jeszcze nie widziałem. Więc generalnie mogę siedzieć i zajmować się swoimi, "wymagającymi pośpiechu sprawami". Tak naprawdę, mam gdzieś duperele którymi czasami zasypuje mnie szefostwo. Firma ma generować zyski, ma mieć odpowiednie stosunki z kontrahentami, a gadanie po próżnicy nic w tym nie pomorze. Dzisiaj ochoty na kontakty ze współpracownikami to nie mam. Przynajmniej o ile to możliwe.

poniedziałek, 17 maja 2010

Salon 24

Na skutek różnych plotek na temat serwisu saoln24 postanowiłem rozejrzeć się w temacie. Oczywiście nie obyło się bez założenia tam konta. Na chwile obecną "rozpoznanie" w terenie trwa. Ale wątpię bym rozkręcił się w tym serwisie w sposób chociaż zbliżonym do tego co tutaj. Ale zawsze. Pozostawiam więc link do mojej strony w  tamtym serwisie. big.moose.salon24.pl

niedziela, 16 maja 2010

Czy jesteśmy Dziećmi Neo?


Jest to bardzo istotne pytanie. Czy jesteśmy dziećmi Neo? My blogerzy serfujący po sieci w pewnym sensie jakby bez celu. Publikujący bez sensu, z różnymi zawartościami które w gruncie rzeczy są echem informacji odbijającym się przez każdą następną stronę internetową. My blogerzy zapatrzeni w swoją indywidualność, jesteśmy przekonani o swojej wyjątkowości, oraz o wyższości tego co piszemy nad tym co piszą inni. Według potocznego pojęcia prawdy: Jest moja prawda i twoja prawda, ale moja prawda jest mojsza niż twoja. A w efekcie może jesteśmy twórcami wielkiego bełkotu mas. Może jesteśmy bandą narcyzów wierzących w wyższość swoich doznań, cierpień i wykształconych na ich podstawie przemyśleń, poglądów itd. 
Może jest w tym trochę prawdy o nas samych. Ale oby nie była to jedyna rzecz którą można o nas powiedzieć.

piątek, 14 maja 2010

Katastrofa i jej wymiar polityczny

Siedząc i przeglądając najróżniejsze strony internetowe, co pewien czas natrafiam na coś ciekawego. Tym razem jest to blog obywatela o pseudonimie (jak się domyślam): Kisiel. Oczywiście tak jak w przypadku poprzedniego bloga o którym wspominałem i ten  traktuje o Okolicach Polityki. W tym przypadku za ciekawiła mnie konkretna publikacja na tej stronie internetowej. A mianowicie: "Zasypie wszystko, zawieje..." Co mnie poruszyło w tym tekście? Po pierwsze zaangażowanie i poczucie misji autora. To w zestawieniu z formą wypowiedzi przypomina mi moje początki w dziedzinie blogów. Czasy gdy korzystałem jeszcze z serwisu pod patronatem gazety wyborczej, oraz gdy tematyka którą podejmowałem była bardziej monotematyczna. To znaczy polityczna. Prawda że w przypadku tej akurat wypowiedzi nowo poznanego blogera w paru aspektach bym się nie zgodził. No może nie tyle nie zgodził ale trochę inaczej bym to ujął. Jak już wspomniałem, traktuje pozytywnie pasję z jaką został napisany ten tekst. Miło spotkać od czasu do czasu takich blogerów.

czwartek, 13 maja 2010

OTO POLSKA

Tropiąc różne ślady ciekawych blogów i przebrnąwszy przez setki liter zapisanych w stylu EMO natrafiłem na bardzo Ciekawy blog pt Oto Polska. Nie ma to jak prostym i bezpośrednim, a nawet w pewien sposób bezczelnym przemawiać do czytelnika. Podoba się mi nawet taka wersja opisywania rzeczywistości. Ma swój urok. Nie obyło się bez utrwalenia linku do tej strony na moim poletku... (nie mogłem się powstrzymać przed zapożyczeniem sformułowania od pana posła Palikota).

Powrót do świata

Tak zdecydowanie mogę stwierdzić że est to mój powrót do świata. Pochłonięty przez zadania naukowo zawodowe straciłem kontakt z rzeczywistością prawie na miesiąc. Teraz gdy istotne zadania zostały wykonane mogę na powrót zajmować rzeczami które na co dzień sprawiają radość i poczucie satysfakcji. Oczywiście moja obecna sytuacja nie pozwala mi wpadać w przesadę. Ale zawsze. Miło mieć uczucie zwiększenia swobody działania.

czwartek, 6 maja 2010

Oby do przodu

Tak. Muszę przyznać że ostatni czas trochę mnie rozstroił nerwowo. Takiego nawału pracy i stresu nie miałem dawno. Trzeba to przezwyciężyć. Za każdym razem gdy zbliżam się do celu on umyka mi jak mydło ze śliskich rąk. Ale tym razem mam nadzieję że osiągnę przynajmniej jeden z celów. Mam nadzieję, ze nie poślizgnę się o mydło.

środa, 21 kwietnia 2010

Odrętwienie

W miarę spokojny dzień z w miarę łagodnym zakończeniem. Od świąt dostałem totalnego odrętwienia. Nawał najróżniejszych zjawisk sprawił że nie byłem wstanie napisać nic. Praca, sen, praca, sen. Do tego w międzyczasie kwestia katastrofy lotniczej. Dźwięki żałobne, pochody w mieście... wszytko wprawia w nastrój przygnębienia. Nie tylko nie potrafiłem nic napisać na blogu, nie zauważyłem nawet komentarza do jednego z postów. Dzisiaj wreszcie kawałek luzu. Ale jutro znowu do ostrej roboty. Aktualne wyzwania są o wiele bardziej poważne. Czuje się znowu jak przed wskoczeniem do lodowatej wody.

sobota, 17 kwietnia 2010

Uroczystości pogrzebowe

I w ten właśnie sposób miną tydzień. Czas którego prawdę bardzo trudno komentować. Tydzień żałoby. Czas kłótni o pochówek prezydenta. Przez ten czas polskie media były prawie wyłączone na wiadomości z poza Polski nie dotyczące tej katastrofy. Nawet wybuch wulkanu na Islandii ma wiele wspólnego z uroczystościami. Może je brutalnie zbojkotować i utrudnić przyjazd zagranicznych gości.

niedziela, 11 kwietnia 2010

TU-154 z prezydentem na pokładzie

TU-154 rozbił się o ziemie zahaczając o skrzydłami o drzewa. Na pokładzie prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką oraz kilkadziesiąt osób na pokładzie. Wstrząsające zdarzenie dnia wczorajszego zostanie w pamięci Polaków na zawsze. Katyń będzie dla nas pojęciem jeszcze bardziej napiętnowany cierpieniem. Po raz kolejny historia udowadnia, oraz utrwala fakt że Katyń jest na stałe gwoździem przytrzymującym wahadło stosunków polsko-rosyjskich. Wahadło o nierównomiernych ruchach. 

wtorek, 6 kwietnia 2010

Wtorkowa reorganizacja

Dzień powrotu do aktywności zawodowo naukowej spotkał się z totalnym zaplątaniem i pomieszaniem terminów, doprowadzając mnie do tego że w pewnym momencie nie wiedziałem co robić. W zasadzie to właśnie wyrywam się z tego zaplątania w terminarzu. Zostało mi do wykonania parę telefonów i mam nadzieje krótkie oczekiwanie na odpowiedź za pośrednictwem maila. W ten sposób będę już mniej więcej wiedział co i jak. A w międzyczasie i tak nawet nie muszę szukać sobie czegoś do roboty. Praca ma to do siebie że znajduje mnie sama. Szkoda że pieniądze nie mają takich samych właściwości.
Tym czasem w najnowszej, świątecznej Polityce nr 14(2750) z 3 kwietnia 2010 roku na stronie 28 jest bardzo ciekawy artykuł Jacka Żakowskiego, Eksperymenty na demokracji, w spisie tytułowany również jako: Czy to co mamy to demokracja? Chciałem fragmenty zacytować, podać link. Ale zdaje się że na stronie internetowej czasopisma nie został jeszcze umieszczony, ze względów ekonomicznych.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Koniec wolnego


Jak zwykle Święta zbliżają się do końca szybciej niż by się chciało. A ogrom pracy który czeka na mnie w najbliższym przyprawia mnie o nerwice. Do tego odczuwam narastające napięcie w otoczeniu. Trzymam nerwy na wodzy i zachowuje zimną krew. To jak uczucie przed wskoczeniem do lodowatej wody w letni gorący dzień.

piątek, 2 kwietnia 2010

Wiosna, czy to ty?

Wreszcie zaczynam się oswajać z tym że wiosna nadchodzi/nadeszła. Jestem prawdę mówiąc z tego powodu szczęśliwy. W koło jest już ciepło, a ja wciąż czuję się skostniały i zmarznięty. Wiosenna pogoda i atmosfera świąt nie sprzyjają jednak pracy. Człowiek by wolał usiąść w fotelu przed telewizorem.

Wielki Piątek

Wielki Piątek. Tak to dzisiejszy dzień. Wstając dzisiaj rano nie byłem pewien nawet tego. Zaczynając pisać zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno jestem tego pewien. Na szczęście gdy jeszcze nie byłem tego pewien nie tknąłem mięsa. Myślę teraz o Edwardzie (Lewedzie) który po wczorajszym zabiegu operacyjnym czy jak to nazwać...) przeżywa katusze. Wierze ze mu się polepszy. 
A ja tym czasem w święta jestem zmuszony do spędzenia większego czasu nad papierami, książkami, skryptami i artykułami i stworzyć coś wartościowego. A czas oczywiście goni. Czasu zawsze brakuje. A szkoda.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Strachy Amerykańskie

Amerykańskie Strachy
Stany Zjednoczone przeżywają jeden z najtrudniejszych okresów w historii. Ale nie spisujcie jeszcze Ameryki na straty.
W Ameryce trwa epoka niepewności. Pomruki niezadowolenia dochodzą ze wszystkich stron. „Zmierzch i upadek: kiedy amerykańskie imperium zacznie padać, to wszystko pójdzie piorunem” – tak prestiżowy amerykański dwumiesięcznik „Foreign Affairs” zapowiada na okładce artykuł brytyjskiego historyka Nialla Fergusona. W obliczu bezrobocia sięgającego 10 proc., gwałtownie rosnącego deficytu i wyczerpujących podjazdowych walk wokół reformy służby zdrowia oraz polityki energetycznej zarówno prezydent Barack Obama, jak i jego republikańscy krytycy w Kongresie głośno narzekają na rząd, który nie jest zdolny do działania. Towarzyszy temu narastająca świadomość, że inni – na pierwszym miejscu zawsze wymienia się Chiny –stopniowo podkopują pozycję Ameryki jako światowego lidera. (...)


Cicho wszędzie, ciemno wszędzie, co to będzie? Co to będzie? Nie to że zacieram ręce z radości. Ale trzeba przyznać że USA przeżywa poważny kryzys finansowy. Przyznaje jednak że jeszcze z tego kryzysu się podniesie. Ale co będzie z pozycją lidera? Szczególnie że w/g niektórych publicystów istnieje zbyt wiele powiązań finansowych uzależniających Stany Zjednoczone od kapitału i gospodarki chińskiej.  ... co to będzie? co to będzie?

wtorek, 30 marca 2010

Wtorek jak wtorek



Najbardziej skorumpowane kraje świata


Nie ma na świecie kraju odpornego na korupcję. To pewne. Jednak są regiony, gdzie bez dania w łapę nie załatwi się dosłownie nic. 


Organizacja Transparency International co kilka lat bada tzw. indeks postrzegania korupcji. Jest to narzędzie pozwalające ocenić poziom korupcji w życiu publicznym poszczególnych krajów. Państwa oceniane są na dziesięciopunktowej skali. Gdzie cyfra najbliższa „10” oznacza, że korupcja praktycznie nie występuje.

Zobacz najbardziej skorumpowane kraje. Sprawdź, gdzie na długiej liście państw jest Polska. I kto twierdzi, że korupcja nie zawsze jest zła. (...)

130 miejsce Polska na 180 możliwe
180 ostatnie miejsce w/g rankingu Nowa Zelandia
1 miejsce Somalia

Dzisiejszy dzień pełen rytuałów standardowych. A pracy przede mną tyle że nawet nie chce mi się o tym myśleć. Ale w końcu się trzeba do niej wracać, żeby nie wypaść z rytmu.


poniedziałek, 29 marca 2010

Zamach w moskiewskim metrze


Kobiety-samobójczynie zabiły kilkadziesiąt osób

ZAMACH W MOSKIEWSKIM METRZE


Według ostatnich danych rosyjskiego Ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych, w dwóch porannych wybuchach w moskiewskim metrze zginęło 37 osób, a 65 zostało rannych, w tym wiele ciężko. Najpierw doszło do wybuchu na stacji Łubianka, chwilę później - na stacji Park Kultury. Według rosyjskiej prokuratury, za eksplozje odpowiadają zamachowcy-samobójcy. Prawdopodobnie to kobiety zdetonowały ładunki, które łącznie miały siłę odpowiadającą trzem kilogramom trotylu. (...)


Kto by pomyślał? A dlaczego by moskiewskie metro miało by być bardziej bezpieczne od Londyńskiego pod względem zamachów terrorystycznych. Na razie do zamachu nikt się nie przyznał (jakkolwiek dziwnie brzmiało by to stwierdzenie. W każdym razie, przez pewien czas czekają nas podawane w wiadomościach statystyki rannych i zabitych. Jeden z kolejnych informacyjnych tematów przewodnich. 
Ciekawe czy to Czeczeni za tym stoją, tak jak głoszą plotki.


czwartek, 25 marca 2010

Koktajl informacyjny

Prezydent UFC (Ultimate Fighting Championship) Dana White nie jest zainteresowany współpracą z Mariuszem Pudzianowskim. - Kim jest Pudzianowski? - zapytał na spotkaniu w Toronto. 
Przegląd najróżniejszych nowinek zaczyna się od takiej informacji. Tą akurat zostawię bez komentarza.


Poseł PO obraża i reklamuje Twittera

Polscy politycy polubili „ćwierkanie” (ang. tweet – ćwierkać). Najpierw Paweł Poncyljusz z PiS negatywnym komentarzem na Twitterze na temat kongresu swojej partii wywołał zamieszanie na kilka dni, teraz głos zabrał poseł PO Sławomir Nitras. Wieczorem umieścił na swoim mikroblogu lakoniczny wpis: "RPO to dureń". [...]
Trzeba uważać na to co się pisze. Albo/i przynajmniej zastanowić trzy razy.



Prace Hitlera trafią na aukcję - zobacz zdjęcia

Dom aukcyjny Mullocks Auctions, udostępnił zdjęcia szkiców jakie mają zostać zlicytowane 16 kwietnia. Domniemanym autorem szkiców jest Adolf Hitle
[->www.wp.pl]


Chciałem jeszcze coś wstawić. Ale tym razem odpuszczę. Z tego koktajlu informacyjnego trudno wybrać coś co by warto było skomentować, więcej niż jednym zdaniem.


środa, 24 marca 2010

Pasztet

Może właśnie tak. Wszystko jest mierzone skalą nonsensu. Dzień zlewa się z dniem, historia z historią a mu buszujemy między najróżniejszymi filarami życia współczesnego. Marudzimy na monotonie. Tą której czasami powinniśmy pragnąć. Może źle to sformułowałem. Niektórzy mówiąc monotonne dodają do zestawu stabilność, systematykę, bezpieczeństwo, ugruntowany plan i pewną przyszłość. Monotonność jest mi znana, zazwyczaj od niej uciekam. Ale cała reszta pojęć nie występuje w moim otoczeniu. Odruchowo, ciśnie się na usta sformułowanie, "taki kraj". Ale te może takie nasze Polskie złudzenie, zakorzenione w romantycznej części duszy, że zawsze istnieje gdzieś ziemia obiecana... kraj gdzie można wreszcie żyć jak człowiek. I taka jest właśnie ta młoda emigracja... romantyzm pomieszany z pragmatyzmem, pragmatyzm z romantyzmem. Dwa bieguny wśród których wielu nie może się odnaleźć. Jak jeszcze wsadzi się w to pesymizm jak w kij w mrowisko to powstaje właśnie taki pasztet. I tu i tam zmagamy się z tymi samymi problemami, której przynajmniej część tworzymy sobie sami, a na kolejną część problemów nie możemy nic poradzić...

Bez cukru

Dzień jak co dzień. Już po 11, piję dopiero pierwszą kawę i to bez cukru. Z głośników wierzy rozbrzmiewa TOK FM. Pod stopami i w około krzesła, biurka,a także na nim niezliczona ilość kserówek, gazet, książek. Wiem od dawna powinienem się za to wziąć. Ale przecież wiem co gdzie jest. Dzisiaj chyba nie będę miał problemu z rozkojarzeniem. Chociaż audycja o serach kozich działa na nerwy. A sprawa nielegalnego dopingu polskiej łatwo może się psychicznym biczem. Szczególnie jak się włączy TVN 24 na dłużej niż 2 godziny.

wtorek, 23 marca 2010

Bez kitu


Koniec pitolenia.... o bezradności, smutku itd. Dobrze Edward pisze. Nie ma co się cackać z sobą samym. I robić to co należy. Nawet chroniczny brak czasu, praca, czy też brak ochoty (itd itp) nie powinna przeszkadzać na dłuższą metę. Dodam ... coś takiego jak blogerka odnotowanie regularne pewnych rzeczy, pozwala usystematyzować życie, nadać odpowiedni rytm w zdążaniu do celu w życiu codziennym. Działa czasami nawet lepiej niż ta kawa o której na okrągło wspominam i która z pewnością kiedyś mnie wykończy. Ale to oczywiście inna historia. W każdym razie wychodzi na to że przydało by mi się nie tylko częstsze pisanie ale i trochę bardziej obszerne. Gdyż wiele bajzlu nie w moim życiu jest do uporządkowania. Chociaż podobnie jak Edward powinienem się wziąć te starty papierów i innych formy nośników informacji i uporządkować swoje miejsce pracy twórczej.

poniedziałek, 22 marca 2010

Wziąć się w garść


Czasami trudno uciec przed smutkiem. Mnie już trafia. Chciałbym czasami od pewnych rzeczy uciec. Ale niestety chyba trzeba po prostu wziąć się w garść. 

poniedziałek, 15 marca 2010

Odśnieżanie w planie


I tak to jak prawie co tydzień zastanawiam się nad tym gdzie podział się zestaw dni zwany weekendem. Chciałem sobie trochę odpocząć. Ale oczywiście nie znalazłem na to czasu. Teraz znowu poniedziałek, trzeba zacząć tydzień zupełnie od nowa. Pierwsza kawa już za mną. Zupełnie nie podziała. A szkoda.Od 8 rano jeszcze nikt do mnie nie wydzwaniał. Może i dobrze. Ale niestety ze względu na pogodę czeka mnie nieco odśnieżania.

czwartek, 11 marca 2010

Wieża z papieru


Kornelia Marek złapana na dopingu. Dudni z głośników radiowych. Mają być jeszcze dodatkowe badania ale według dziennikarza sprawa już jest przesądzona. 

Poranna kawa odwala swoją robotę. Ja siadam jak zwykle przed komputerem i według swoich przyzwyczajeń wykonuje kolejne czynności. Poczta elektroniczna, blog itd Teraz się zastanawiam co dalej. Jak by było nad czym. Co muszę zrobić to wiem. Na biurku sterta papierów które trzeba ułożyć. Coś niesamowitego. Z jaką prędkością one urosły na taką wysokość. Jeszcze trochę nazwał bym to sztuką. Ale chyba nie będę czekał aż osiągnie to taki skandaliczny poziom absurdu.

wtorek, 9 marca 2010

W skrócie

Znowu od samego rana zajmuje się totalnymi duperelami. Ale nie szkodzi. Tym razem w przeciwieństwie do dnia poprzedniego mam trochę więcej czasu. A to się naprawdę bardzo rzadko zdarza. Z drugiej strony, nie oznacza to że nie mam co do roboty. W związku z tym będę musiał się niedługo do niej zabrać. Znowu. Cóż. Swoje trzeba zrobić.

poniedziałek, 8 marca 2010

Jak najdalej od nerwicy!

Jak jest niedziela to musi być i poniedziałek. Bez wątpienia, także w dniu dzisiejszym nie mogłem się powstrzymać przed zamieszczeniem kolejnej warstwy literek. Chciałem zacząć od wątku o pogodzie. Ale niestety jeszcze nie spojrzałem przez okno. Czeka mnie dzisiaj dzień w którym łatwo będzie mi wpaść w nerwice. Więc póki co, staram się trzymać kurczowo w miarę pogodnego nastroju. Ale jak to w życiu, a szczególnie w poniedziałki, może się to okazać nie takie proste jak by się chciało. Ale przecież nie można wiecznie żyć systemem "aby do piątku"; względnie wersja dla pracoholików "aby do poniedziałku". Obie wersje mogą doprowadzić albo co najmniej do dołka psychicznego, albo wręcz do choroby psychicznej.

niedziela, 7 marca 2010

Nie ma to jak niedziela


Siódma trzydzieści rano a ja już na nogach. Czego bym nie zrobił, spać mi się nie chcę. Po pewnym czasie spędzonym pod kołdrą, z głową przykrytą poduszką coby światło nie dochodziło postanowiłem otworzyć tę Puszkę Pandory - zwaną Internetem. Standardowo ... sprawdzanie poczty, a potem ta oto strona. Ciesze się że to niedziela. Chociaż raz na jakiś czas można wreszcie na spokojnie posiedzieć przed komputerem. W miarę spokojnie. Nie chcę zapeszać, bo na przykład może przypomnieć o sobie telefon. Czas jednak coś zjeść. Na głodnego człowiek nie działa najlepiej.

czwartek, 4 marca 2010

Zdążyć przed 17

Sam się czasami z siebie śmieje! Ciągłe przerwy na kawę. Serwowanie po sieci, przeglądanie poczty ... teraz znowu dołączam do tego wpis na blogu. Patrze na zegarek. Już po dziesiątej. Czas się kurczy a trzeba się spieszyć. Do 17 muszę wpaść na wystarczającą ilość dobrych pomysłów. Taki jestem. Nie lubię dobrze wypadać na spotkaniach naukowych. Ale zawsze mam wrażenie że mi to do końca nie wychodzi. Wielki niedosyt. Więc już się zbieram. Zamykam szybko za sobą kolejny rytuał i lecę do pracy.

środa, 3 marca 2010

Dekoncentracja

Nawet nie chce mi się sprawdzać dzisiaj swojego ciśnienia. Kawy przestałem liczyć po piątej. Ręce mi się już trochę trzęsą i totalnie nie mogę się skupić. Otworzyłem okno może trochę się organizm uspokoi. Chyba dzisiaj już będzie dla mnie koniec intelektualnej pracy. Chociaż pewnie było by dobrze gdybym jeszcze coś zrobił. Za oknem zaczyna powoli się ściemniać. Zapaliłem na biurku lampkę. Robi się odpowiednia atmosfera.

wtorek, 2 marca 2010

Odkrywcze stwierdzenie


Tak to rozpoczął się kolejny miesiąc. Czas płynie zdecydowanie szybciej niż bym tego chciał. Ale podobnie jak każdy przeciętny człowiek nie mam na to wpływu. Tak tak kolejne bardzo odkrywcze stwierdzenie, a jakie głębokie .... ah! Mdleję z wrażenia. W każdym razie jest marzec i tyle. W zasadzie nie wiem co jeszcze mam dodać. Dzisiaj jestem nakręcony na działanie w celu załatwienia zaległych spraw. Tak więc do dzieła.

niedziela, 28 lutego 2010

Złoto

Po cało nocnym balangowaniu dzisiaj czuje się naprawdę śpiący. Ale Pomyślałem sobie że jeszcze coś napiszę w ten ostatni dzień lutego. Ale prawdę bolą mnie nawet palce. Całe szczęście mogę się wreszcie położyć spać. I prawdę mówiąc ta wczesna pora wcale mi nie przeszkadza. Trzeba było uczcić złoty medal Justyny Kowalczyk. 

czwartek, 25 lutego 2010

Proces startowy


Jak wczoraj zasnąłem to myślałem że już nie wstanę. Cały dzień latania po różnych placówkach z laptopem pod pachą, oraz stertą zapisanych bądź zadrukowanych papierów, wyczerpał mnie trochę. Od wczoraj mnie bolą trochę obojczyki ... podobno noszenie cięższych rzeczy na jednym ramieniu nie jest najlepszym pomyślałem. Nawet jak się zmienia z lewej na prawą, z prawej na lewa stronę. Dzisiaj natomiast, po prostu bałem się że nie wstanę ... bynajmniej nie z bólu ... lecz z zaspania. Nawet budzik trzęsący nad ranem nie tylko mną ale i wszystkimi sąsiadami nie był zbyt bardzo w stanie przekonać mnie do wstania. Jak widać jednak mi się to w końcu udało. Kawa, którą to uwielbiam, postawiła mnie na nogi. I teraz po sprawdzeniu poczty po przeczytaniu najnowszych wpisów paru dobrych blogów mogę się wziąć się do pracy.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Gdzie się podział dzisiejszy dzień?

Dzień mi się zaczął  tak szybko jak praktycznie się skończył. Miałem nawet parę ambitnych planów. Jednakże przy natłoku tylu spraw bieżących nie dało się ich wszystkich zrealizować. Nie było nawet czasu na to żeby marudzić z powodu nastania poniedziałku. Zresztą ostatnie dwa, trzy lata odbywają się tak że każdy dzień zlewa się do tego stopnia że wszystko zlewa się do tego stopnia że już nie ma znaczenia która to część tygodnia. Jednakże od czasu do czasu kołacze mi się po głowie to utrwalone kulturowo powiedzenie: "nie lubię poniedziałku". ... Znowu ktoś mnie zawołał z pokoju przez co wprawił me myśli w totalne rozproszenie. Jak zwykle motywem były aktualne informacje tętniące z kanału TVN 24 tym razem związane ze stosunkami międzynarodowymi na linii Polska Białoruś (i Rosja). W związku z tym zdarzeniem notkę tą zakończę, by wziąć udział w kolejnej dyskusji na temat białoruski, która zapewne nie zakończy się skonstruowaniem jednolitego rozwiązania spornych kwestii.

piątek, 19 lutego 2010

Grudnik zakwitł

Niby śnieg topnieje ale jednak zima trzyma. Jedne ptaszek ćwierkają że zima mroźna, drugie ćwierkają że wręcz przeciwnie, wreszcie zima jest normalna. Na parapecie kwitnie roślina nazwana grudnikiem (Schlumbergera). dwa miesiące później niż zwykle. Więc pewnie zima jeszcze potrwa... cieplejsza, zimniejsza ale śnieżna. Nie powiem żebym był uradowany.

środa, 17 lutego 2010

Przynajmniej On-line

Ech taki kolejny dzień. Taki jak zwykle. Kawa, internetowa skrzynka pocztowa. Przyzwyczajenia poranne opóźniają rozpoczęcie zarówno pracy twórczej jak i odtwórczej. Ale chyba się już czas zebrać. Jeszcze ten wpis na blogu i będzie dobrze. Powtarzam sobie, że jeszcze nie jest źle. Teraz czeka mnie tylko parę godzin zasuwania i będzie dobrze. Chciałbym powiedzieć że, byle do weekendu. Ale to pojecie staje się dla mnie martwe. Ale jednak to powiem... nie jest tak tragicznie. Kawa zaczyna działać, humor zaczyna się poprawiać. 

piątek, 12 lutego 2010

Internet niezbędny

Ta nie ma to jak pracujący weekend. Jeszcze do tego wyjazdowy. Mam nadzieje że przynajmniej złapie gdzieś internet. Coś po prostu przerażającego, dla osoby która coraz częściej dochodzi do wniosku ze jest uzależniona internetu. Codziennie rano poczta, facebook, poczta, internetowe wydanie Newsweeka, poczta I tak w kółko. Aż trochę mam wieczorem tego trochę dosyć. Ale wiem że jutro będzie mi tego brakować. 

czwartek, 11 lutego 2010

Tłusty Czwartek

To drogi dzień w tym tygodniu w którym miłośnicy smacznych przekąsek mają okazje odwołać się do sytuacji świątecznej i zapomnieć o istnieniu takich terminów jak kalorie. Wzruszające prawda.

TVN 24 bez przerwy komisja śledcza. W przerwie informacja o ogłoszeniu wyroku w sprawie molestowania seksualnego w "Samoobronie".

A ja wciąż przed komputerem odwalam kolejne partie pracy papierkowej. O 13:40 wciąż jeszcze nie wsunąłem żadnego pączka. Jakoś się trzymam. Ale oczywiście bez kawy się nie da.

wtorek, 9 lutego 2010

Międzynarodowy Dzień Pizzy

No cóż. Znowu się zastanawiam po co ja chciałem napisać. Rano miałem koncepcje napisania czegoś ambitnego. Jednakże po którejś kawie umknęło mi wszystko z głowy. Pozostała się jedynie myśl o tym że dzisiaj obchodzimy międzynarodowy dzień Pizzy.Jak to się mówi każdy powód do świętowania jest dobry. Tak więc dzisiaj kuchnią władam ja. Jaka potrawa na obiad? ... wiadomo.